Strona głównaKulturaAndrzej Kondratiuk: reżyser, który wybrał własne podwórko zamiast światowych festiwali

Andrzej Kondratiuk: reżyser, który wybrał własne podwórko zamiast światowych festiwali

Date:

Related stories

Gruzini, Węgrzy i lotnicy z antypodów w Powstaniu Warszawskim – wystawa IPN przywraca zapomniane twarze

Gruzini i Węgrzy walczący przeciwko siłom, po których stronie formalnie stały ich kraje, lotnicy z antypodów ryzykujący życie nad obcym miastem – wystawa IPN „Cudzoziemcy w Powstaniu Warszawskim" przywraca wymiar, którego w powszechnej narracji o 1944 roku zwykle brakuje.

Wrak bombowca z 1944 roku w lesie pod Świnoujściem. Szczątki trzech Brytyjczyków mogą leżeć 600 metrów od Bałtyku

W lesie około 600 metrów od brzegu Bałtyku, w pobliżu Fortu Gerharda w Świnoujściu, odnaleziono fragmenty bombowca z 1944 roku. Służby Wojewody Zachodniopomorskiego uznały miejsce za prawdopodobny grób wojenny trzech brytyjskich lotników. Teren zostanie przeszukany w specjalnym trybie — odpowiedź przyniosą badania archeologiczne.

Kto w Polsce Kazimierza Wielkiego mógł wznieść zamek? Budowla jako przywilej wąskiej elity

Murowany zamek w XIV-wiecznym Królestwie Polskim był dobrem dostępnym dla mniej niż pół procenta ogółu mieszkańców. Wznosił je przede wszystkim król, który w ten sposób spinał sieć administracyjną zjednoczonego państwa. Drugą grupą fundatorów byli nieliczni biskupi działający za królewskim przyzwoleniem, a budowa zamku przez rycerza pozostawała – jak podkreślał Leszek Kajzer – prawdziwym ewenementem. Co ten budowlany monopol monarchów oznaczał dla obronności i centralizacji Królestwa?

Hannibal wygrał bitwę, przegrał wojnę. Strategiczny błąd, który kosztował go wszystko

Pod Kannami Hannibal dokonał jednego z najdoskonalszych manewrów w historii wojen — mniejszą armią rozbił siły ponad półtora raza liczniejsze. A mimo to przegrał wojnę. Dlaczego geniusz taktyczny okazał się strategicznym ślepcem i czego do dziś uczą się z tego generałowie?

Zbrodnia przy Rakowieckiej. Eksterminacja więźniów mokotowskich w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego

2 sierpnia 1944 r., dzień po wybuchu Powstania Warszawskiego, niemieccy esesmani przystąpili do masowego mordowania więźniów i okolicznych cywilów na dziedzińcu więzienia mokotowskiego przy Rakowieckiej 37. Skalę zbrodni ujawniła dopiero ekshumacja wiosną 1945 r., która wydobyła z dołów około 700 ciał.

W 90. rocznicę urodzin Andrzeja Kondratiuka warto zadać pytanie, które rzadko pada wprost: co tak naprawdę znaczy wybór niezależności, gdy twoi koledzy ze studiów zdobywają Oscary i nagrody w Wenecji, a ty kręcisz filmy we własnym ogrodzie, sam obsługując kamerę? Kondratiuk, twórca między innymi „Hydrozagadki”, „Wniebowziętych” i tryptyku gzowskiego, dał na to pytanie odpowiedź całą swoją twórczością.

Najważniejsze:

  • Andrzej Kondratiuk przyszedł na świat w Pińsku na Kresach Wschodnich; jego dzieciństwo upłynęło na zesłaniu w Kazachstanie, dokąd sowieckie władze deportowały całą rodzinę po wybuchu wojny.
  • Na łódzkiej Filmówce studiował w tym samym pokoleniu co Roman Polański i Jerzy Skolimowski, lecz świadomie wybrał twórczą niezależność w kraju zamiast kariery za granicą.
  • Stworzył między innymi serial „Klub profesora Tutki”, fabułę „Hydrozagadka” oraz filmy „Wniebowzięci”, „Gwiezdny pył” i „Wrzeciono czasu”.
  • Osiadłszy z żoną, aktorką Igą Cembrzyńską, w wiejskim domu pod Serockiem, nakręcił tam cykl trzech paraautobiograficznych filmów znanych jako tryptyk gzowski.
  • Jego kino, łączące humor z melancholią i kontemplację natury z goryczą przemijania, wymyka się prostym kategoriom i do dziś pozostaje zjawiskiem osobnym w historii polskiej kinematografii.

Outsider z wyboru, nie z konieczności

Kiedy Roman Polański zbierał nagrody na europejskich festiwalach, a Jerzy Skolimowski budował międzynarodową karierę, Kondratiuk robił coś zupełnie innego: szukał wolności twórczej na własnych warunkach, w kraju, z minimalną ekipą i bez ambicji podbicia Zachodu. Tadeusz Sobolewski określił go jako twórcę własnego rodzaju kina, w którym spotykają się humor i melancholia. Dodał też, że choć Polański i Skolimowski dochodzili do światowej sławy, Kondratiuk szukał dla siebie czegoś innego i w pewnym sensie pozostał outsiderem.

To ważne rozróżnienie. Outsider z wyboru różni się zasadniczo od twórcy, któremu po prostu nie wyszło. Kondratiuk miał ku temu niezbędne warunki startowe: prestiżową uczelnię, nagradzane etiudy, kontakty ze środowiskiem i wczesne sukcesy festiwalowe. Mimo to nie pojechał za granicę, nie szukał koprodukcji, nie zabiegał o dystrybucję międzynarodową. Zamiast tego zamieszkał na wsi i zaczął kręcić filmy o własnym życiu. Czy to był wybór ideowy, czy efekt specyficznych warunków, jakie PRL stawiał twórcom niepokornym? Źródła nie dają jednoznacznej odpowiedzi, ale samo pytanie rzuca nowe światło na jego biografię.

Droga do Łodzi: przepustka, generał i matka niezbędna miastu

Historia powrotu rodziny Kondratiuków z Kazachstanu do Polski jest jedną z tych opowieści, które lepiej niż statystyki ilustrują, czym był powojenny chaos administracyjny i jak wiele zależało od ludzkiej pomysłowości i odwagi. Ojciec, Arkadiusz, służył jako sierżant i pisarz sztabowy w ludowej II Armii. Korzystając ze swoich obowiązków i pięknego charakteru pisma, wypisał sobie dokument podróżny z wyjazdem do Ak-Bułaku, pozostawiając w rubryce dotyczącej powrotu celowo dużo wolnego miejsca. Dokument podpisał oficer w stanie upojenia, nie czytając uważnie jego treści. W puste miejsce ojciec dopisał żonę i dzieci.

To jednak nie wystarczyło. Potrzebny był jeszcze pretekst dla władz radzieckich, by wypuścić rodzinę. Ojciec zdobył pismo potwierdzające, że jego żona jest niezbędna przy odbudowie Łodzi, podpisane przez władze tego miasta. Jak opowiadał brat reżysera, Janusz Kondratiuk, w rozmowie z Jackiem Szczerbą, ojciec przyznał się do nieregularności całej operacji dopiero po przekroczeniu granicy polskiej, kiedy padł zemdlony z napięcia. Ryzyko było realne: schwytanie groziło poważnymi konsekwencjami dla całej rodziny.

Ta historia to nie tylko barwna anegdota rodzinna. Pokazuje mentalność pokolenia, które przeżyło wojnę i deportację, a przetrwanie zawdzięczało sprytowi, improwizacji i gotowości do podejmowania ryzyka. Kondratiukowie nie różnili się pod tym względem od tysięcy innych polskich rodzin, które wróciły z Kresów, Niemiec czy Kazachstanu z podrobionymi lub naciąganymi dokumentami. Powojenna Polska budowała się na takich właśnie historiach.

Rodzina: leśnik, muzealniczka i ekologia sprzed epoki ekologii

Ojciec, z zawodu nadleśniczy, po przyjeździe do Łodzi zrezygnował z pracy związanej z lasem. Zaproponowano mu stanowisko w pobliskim Łagiewnikach, lecz matka odmówiła, chcąc pozostać w mieście. Brat reżysera wspominał ojca jako człowieka, który był ekologiem, zanim to słowo weszło do powszechnego obiegu: sprzeciwiał się między innymi ozdabianiu choinek, które postrzegał jako istoty żywe zasługujące na szacunek.

Matka, Krystyna Kondratiuk, rodowita łodzianka, ukończyła historię sztuki i z czasem założyła w Łodzi Centralne Muzeum Włókiennictwa, którym kierowała przez szesnaście lat. Dom Kondratiuków był więc miejscem, gdzie stykały się wrażliwość przyrodnicza i humanistyczna pasja do kultury materialnej.

Czy ta leśna genealogia miała wpływ na filozofię filmów gzowskich? Rytm pór roku, skupienie na codzienności ogrodu i prowincjonalnego krajobrazu, filmowanie tego, co zwykłe i przemijające, wszystko to można czytać jako przedłużenie rodzinnej wrażliwości. Warto jednak zachować ostrożność: brak bezpośredniego potwierdzenia, że sam Kondratiuk świadomie nawiązywał do leśnych korzeni ojca. Jeśli jednak tak było, to ironia losu, że twórca, którego ojciec wybrał las, a potem musiał z niego zrezygnować, odnalazł swój własny las przy kamerze.

Filmówka i pokolenie, które poszło w świat

Kondratiuk kształcił się na wydziale operatorskim łódzkiej Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej, a następnie przez pewien czas uczęszczał też na zajęcia wydziału reżyserii. Należał do pokolenia, w którym wyrastali twórcy późniejszej światowej rangi. Współtworzył scenariusz do krótkometrażowych „Ssaków” Polańskiego, uhonorowanych nagrodami na przeglądach w Krakowie i Oberhausen. Własne etiudy, takie jak „Kobiela na plaży” czy makabreska nagrodzona w Oberhausen, pokazywały twórcę szukającego własnego języka od pierwszych prób.

Już wtedy zarysowała się różnica temperamentów. Polański i Skolimowski mierzyli w kino, które da się eksportować, zrozumieć bez znajomości polskiego kontekstu, ocenić na festiwalu w Cannes czy Berlinie. Kondratiuk szedł w innym kierunku: ku humorowi zakorzenionym w lokalności, ku absurdowi, który nie tłumaczy się łatwo na inne języki. Czy to był świadomy wybór artystyczny, czy też konsekwencja realiów PRL-u, w którym wyjazd za granicę wymagał osobnych starań i przywilejów? Zapewne jedno i drugie, choć proporcje pozostają trudne do ustalenia.

Od Tutki do Hydrozagadki: humor jako strategia przetrwania

Serial telewizyjny oparty na opowiadaniach Jerzego Szaniawskiego, z Gustawem Holoubkiem w roli głównej, był jednym z pierwszych znaczących dokonań Kondratiuka w telewizji. Fabularny debiut kinowy, choć formalnie realizowany jako produkcja ideowo poprawna, zdobył nagrodę specjalną na festiwalu w Karlovych Varach. Sam reżyser mówił wprost, że choć musiał spełnić ówczesne wymogi ideologiczne, jego ambicją było, żeby film nie przynosił mu wstydu jako twórcy.

To wyznanie wiele mówi o strategii przeżycia w PRL-owskiej kinematografii. Kompromis był koniecznością, ale można go było zawrzeć z różnym skutkiem artystycznym. Kondratiuk należał do tych, którzy potrafili zmieścić w narzuconej formule własny głos. „Hydrozagadka”, będąca dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich filmów o estetyce kampowej, powstawała w podobnych warunkach: oficjalnie jako parodia gatunku, faktycznie jako świadectwo ironicznego stosunku twórcy do epoki, w której żył.

Gzów: kino jako forma życia

Przełom nastąpił, kiedy Kondratiuk wraz z żoną, aktorką Igą Cembrzyńską, osiadł we własnym domu w miejscowości Gzów pod Serockiem. Profesor Tadeusz Lubelski pisał w eseju poświęconym polskiemu kinu przełomu wieków, że od tego momentu filmy Kondratiuka zaczęły tworzyć rodzaj kina paraautobiograficznego, w którym małżonkowie grali postacie bliskie sobie, a reżyser, samodzielnie obsługując większość urządzeń realizacyjnych, mówił wprost we własnym imieniu.

Tryptyk gzowski obejmuje trzy filmy: „Cztery pory roku”, „Wrzeciono czasu” i „Słoneczny zegar”. Lubelski uznał „Wrzeciono czasu” za najdojrzalsze z tych dzieł. Wszystkie razem określił jako zapis kilkunastu lat życia ukryty pod postacią filmowego pamiętnika, który widz może przejrzeć w ciągu jednego seansu.

To kino o radykalnie niskim progu wejścia pod względem produkcyjnym i radykalnie wysokim pod względem osobistego zaangażowania twórcy. Kondratiuk nie potrzebował dużej ekipy ani rozbudowanej infrastruktury. Potrzebował ogrodu, kamery, żony i czasu. W pewnym sensie stworzył model kina autorskiego, który wyprzedzał o kilka dekad to, co dziś nazywamy kinem niezależnym kręconym poza systemem studyjnym.

Kontemplacja, gorycz i moc ograniczonej sztuki

Ewa Nawój na łamach culture.pl zwracała uwagę, że filmy gzowskie prezentują kontemplacyjny stosunek do rzeczywistości i niestandardowy sposób przeżywania czasu. Są estetycznie dopracowane, nobilitują to, co codzienne, a zarazem przepełnia je gorycz wynikająca z samej istoty ludzkiej egzystencji. Bohaterowie, bliscy autorowi lub wprost nim będący, stawiają opór upływowi czasu, okrucieństwu natury i poczuciu znikomości własnego istnienia wobec ogromu kosmosu, by ostatecznie z tym stanem rzeczy się pogodzić. Nawój podkreślała, że ważnym narzędziem w tych zmaganiach pozostaje moc sztuki, ocalająca, choć z natury ograniczona.

Sam reżyser, pytany przez dziennikarkę „Gazety Wyborczej” o to, dla kogo realizuje swoje filmy, odpowiedział, że dla ludzi, tak jak odpowiedziałby każdy. Zaraz jednak dodał, że nie każdy przyzna, iż człowiek przez swoją pracę realizuje przede wszystkim samego siebie, i że on sam nieśmiało się do tego przyznaje.

To wyznanie jest kluczem do całej jego twórczości. Kino Kondratiuka nie jest ani misyjne, ani obliczone na efekt zewnętrzny. Jest szczere w stopniu, który w polskim kinie tamtej epoki był rzadkością.

Dziedzictwo: dlaczego Kondratiuk nie daje się skatalogować

Dziewięćdziesiąta rocznica urodzin reżysera to dobry moment, żeby zastanowić się, w jakim miejscu jego dorobek sytuuje się dziś. Odpowiedź jest trudna, bo Kondratiuk konsekwentnie unikał kategorii, które ułatwiają archiwizację twórców.

Kryterium Polański / Skolimowski Kondratiuk
Kariera zagraniczna Tak, festiwale i koprodukcje Nie, pozostał w kraju
Styl produkcji Profesjonalne ekipy, budżety Samodzielna realizacja, dom jako plan
Gatunek Różnorodny, dostosowany do rynku Osobny, wymykający się schematom
Temat Często uniwersalny, eksportowalny Autobiograficzny, zakorzeniony lokalnie
Nagrody Międzynarodowe, prestiżowe Festiwalowe, krajowe i niszowe zagraniczne

Nie należał do Kina Moralnego Niepokoju, nie budował kariery emigranta, nie mierzył w wielkie nagrody. Stworzył za to kino intymne, które z upływem lat zyskuje na wartości właśnie dlatego, że nie starało się być niczym więcej niż było: zapisem jednego życia, zrealizowanym z humorem, melancholią i szczerością.

Pytanie, czy filmy gzowskie miały normalną dystrybucję kinową i czy przeciętny widz miał do nich dostęp, pozostaje otwarte. Źródła tego nie precyzują. Samo to jednak mówi coś ważnego: Kondratiuk tworzył kino, o którego widza musiał zabiegać bez wsparcia systemu promocji. A mimo to jego filmy przetrwały i wciąż są oglądane.

Najczęściej zadawane pytania

Co wyróżnia kino Kondratiuka na tle polskiego głównego nurtu?

Przede wszystkim świadomy wybór intymności zamiast rozmachu. W epoce, gdy polskie kino dzieliło się mniej więcej na zaangażowane politycznie i czysto rozrywkowe, Kondratiuk budował trzecią ścieżkę: kino osobiste, paraautobiograficzne, zakorzenione w codzienności własnego domu i ogrodu. Łączył humor z melancholią w proporcjach, które krytycy opisywali jako trudne do naśladowania, bo autentyczne, a nie stylizowane.

Czym jest tryptyk gzowski i dlaczego ma znaczenie?

To cykl trzech filmów nakręconych przez Kondratiuka w jego wiejskim domu niedaleko Serocka, obejmujący „Cztery pory roku”, „Wrzeciono czasu” i „Słoneczny zegar”. Reżyser wraz z żoną, Igą Cembrzyńską, kreowali w nich postacie bliskie sobie. Znaczenie tryptyku polega na tym, że jest to jeden z niewielu przykładów w polskim kinie, gdzie forma i treść są tak ściśle spójne: film o przemijaniu jest jednocześnie dokumentem przemijania jego twórcy.

Jakie nagrody zdobył Kondratiuk?

Jego debiut fabularny otrzymał nagrodę specjalną na festiwalu w Karlovych Varach. Krótkometrażowy film zrealizowany we wczesnym okresie kariery był nagradzany w Oberhausen. Współtworzony przez niego scenariusz do etiudy Polańskiego był wyróżniany na przeglądach w Krakowie i Oberhausen.

Dlaczego Kondratiuk nie wyjechał za granicę jak Polański czy Skolimowski?

Źródła nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Wiadomo, że świadomie szukał wolności twórczej inaczej niż jego koledzy, i że pozostał w kraju. Czy był to wybór czysto artystyczny, kwestia osobistych preferencji, czy też efekt ograniczeń systemu PRL, trudno rozstrzygnąć bez dodatkowych materiałów. Pewne jest, że nie był to przypadek, lecz konsekwentna decyzja potwierdzona całą późniejszą twórczością.

Fot. Ralf Lotys (Sicherlich) / Wikimedia Commons (CC BY 4.0)


Subscribe

- Never miss a story with notifications

- Gain full access to our premium content

- Browse free from up to 5 devices at once

Ostatnie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj