Setki osób zaangażowanych w kluczową modernizację kolejową w centrum Polski zostało bez pracy i należnych im pieniędzy. Pracownicy spółki Altor, zależnej od głównego wykonawcy budowy łódzkiego tunelu średnicowego, czekają na wynagrodzenia i odprawy już od lutego 2026 roku. Państwowa spółka PKP PLK tłumaczy impas trwającą analizą, PBDiM zrzuca odpowiedzialność na inwestora, a poszkodowani stoją na końcu łańcucha, bez wypłat, bez jasnej ścieżki prawnej i bez perspektywy szybkiego rozwiązania.
Najważniejsze:
- Pracownicy spółki Altor, firmy zależnej od głównego wykonawcy PBDiM, nie otrzymują wynagrodzeń ani odpraw od lutego 2026 roku. Poszkodowanych jest blisko dwustu zatrudnionych na różnych podstawach prawnych.
- PKP PLK wypowiedziało umowę z Przedsiębiorstwem Budowy Dróg i Mostów z Mińska Mazowieckiego w lutym 2026 roku, po ponad roku faktycznego zastoju na budowie.
- Tarcza drążąca tunel unieruchomiła się pod zawaloną kamienicą we wrześniu 2024 roku i do dziś nie wznowiła pracy. Jej wydobycie będzie wymagało wyburzenia całej pierzei zabytkowych kamienic w centrum Łodzi.
- Prokuratura prowadzi postępowanie dotyczące możliwego złośliwego i uporczywego naruszania praw pracowniczych. Sprawa trafiła do Mińska Mazowieckiego, gdzie zarejestrowana jest spółka.
- Wniosek o upadłość Altoru złożono w marcu, lecz postępowanie utknęło z powodu braku środków na jego przeprowadzenie, dopóki upadłość nie zostanie formalnie ogłoszona, pracownicy nie mogą sięgnąć po pomoc z Funduszu Świadczeń Pracowniczych.
Pat trwający od jesieni 2024 roku: kto zaczął, kto skończył
Budowa łódzkiego tunelu kolejowego zatrzymała się po katastrofie budowlanej we wrześniu 2024 roku, podczas drążenia runęła część kamienicy przy jednej z centralnych ulic Łodzi. Po tym zdarzeniu inwestor i wykonawca wpadli w klasyczny klincz: PKP PLK zapowiadało dodatkowe płatności pod warunkiem wznowienia prac, natomiast PBDiM uzależniało wznowienie od wcześniejszego otrzymania pieniędzy. Żadna ze stron nie ustąpiła, przez co maszyna drążąca stała bezczynnie przez wiele miesięcy. W lutym 2026 roku PKP PLK zdecydowało się rozwiązać umowę z wykonawcą.
Ten impas uderzył jednocześnie w kilka poziomów: unieruchomioną tarczę drążącą, narastający spór prawny między inwestorem a wykonawcą oraz, najbardziej poszkodowanych, choć najmniej widocznych, pracowników spółki zależnej, którzy stali się zakładnikami cudzego konfliktu. Warto zapytać, czy opisana konstrukcja organizacyjna, w której spółka córka przejmuje funkcje kadrowe i administracyjne wobec pracowników budowy, nie służy przede wszystkim izolowaniu ryzyka finansowego od głównego wykonawcy i inwestora.
Pracownicy Altoru: zakładnicy cudzego sporu
Bezpośrednio poszkodowani są zatrudnieni w spółce Altor, firmie zależnej od PBDiM, której prezes pełni jednocześnie funkcję prezesa PBDiM. Od chwili rozwiązania umowy przez PKP PLK pracownicy Altoru pozostają bez wypłat. Są wśród nich zarówno pracownicy administracyjni, jak i budowlani, zatrudnieni na umowach o pracę, zleceniach i kontraktach B2B. Jeden z poszkodowanych wskazał, że w jego przypadku suma zaległego wynagrodzenia i odprawy wynosi dwadzieścia jeden tysięcy złotych.
Krzysztof Walczak, pełniący wcześniej funkcję kierownika robót konstrukcyjnych, skierował sprawę do sądu. Sąd stosunkowo szybko wydał tytuł wykonawczy potwierdzający jego roszczenia, jednak Altor złożył sprzeciw, domagając się oddalenia powództwa i obciążenia powoda kosztami. Walczak ocenia tę taktykę jako celowe przeciąganie sprawy.
Pracownicy pytają wprost: skoro spółka zarabiała na ich pracy przez wiele miesięcy, gdzie trafiły wypracowane środki? Brak odpowiedzi na wezwania przedsądowe skłonił ich do złożenia zawiadomienia do prokuratury. Jak wyjaśnił Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, wszczęto postępowanie w sprawie złośliwego i uporczywego naruszania praw pracowniczych przez niewypłacanie wynagrodzenia, a sprawa została przekazana do prokuratury w Mińsku Mazowieckim, gdzie zarejestrowana jest firma.
Gdzie zatrzymały się pieniądze? Przepływ środków i luka prawna
Aby zrozumieć, dlaczego pracownicy są w tak trudnej sytuacji, warto prześledzić, jak miały przepływać pieniądze i gdzie faktycznie się zatrzymały:
- PKP PLK → PBDiM: Inwestor wypłacał wynagrodzenie za wykonane prace. Po katastrofie budowlanej w 2024 roku zaprzestał płatności, argumentując, że przez wiele miesięcy żadne prace nie były realizowane, a za niewykonaną robotę nie płaci. PKP PLK uregulowało jednak należności wobec innych podwykonawców.
- PBDiM → Altor: Główny wykonawca wskazuje, że nie może przekazać środków spółce córce, bo sam ich nie otrzymał od inwestora. Dyrektor PBDiM Mariusz Seżysko wyjaśnił, że wniosek Altoru dotyczący usług wspomagania zarządzania jest wciąż weryfikowany przez PKP PLK bez potwierdzenia ani odmowy wypłaty.
- Altor → pracownicy: Pieniądze nie dotarły. Spółka nie wypłaca wynagrodzeń ani odpraw, a jej postępowanie upadłościowe utknęło bez rozstrzygnięcia.
Kluczowe pytanie prawne brzmi: czy PKP PLK ponosi solidarną odpowiedzialność wobec pracowników Altoru? Inwestor twierdzi, że nie, bo Altor jest spółką zależną wykonawcy, a nie jego bezpośrednim podwykonawcą. PBDiM uważa odwrotnie. Ten spór pozostaje nierozstrzygnięty, i właśnie ta luka pozwala obu stronom unikać wypłat, przerzucając odpowiedzialność na siebie nawzajem. Michał Dąbrowski z Radia Łódź komentuje to bez ogródek: „Nie powinno być takiej sytuacji, że państwowy podmiot zalega z wypłatami, ignoruje głosy pracowników, unika odpowiedzialności”.
Upadłość w zawieszeniu: dlaczego Fundusz Świadczeń Pracowniczych jest niedostępny
Sytuację pracowników komplikuje procedura upadłościowa Altoru. Wniosek złożono w marcu, jednak postępowanie pozostaje zawieszone z powodu braku środków na jego przeprowadzenie. Ma to konkretne i dotkliwe konsekwencje: Fundusz Świadczeń Pracowniczych, państwowy mechanizm wypłacający zaległe pensje, gdy pracodawca staje się niewypłacalny, jest dostępny wyłącznie po formalnym ogłoszeniu upadłości przez sąd. Bez tego orzeczenia pracownicy nie mają dostępu do tych środków. Zgodnie z relacjami poszkodowanych, jeśli upadłość nie zostanie ogłoszona w ciągu roku od złożenia wniosku, możliwość skorzystania z funduszu przepadnie całkowicie.
Efekt jest następujący: pracownicy nie mogą odzyskać pieniędzy od pracodawcy, nie mogą sięgnąć po pomoc z funduszu ratunkowego i nie wiedzą, czy sytuacja się kiedykolwiek zmieni. To pułapka, w której utknęli bez własnej winy.
Tarcza pod gruzami, kamienice do rozbiórki, mieszkańcy bez odpowiedzi
Do kryzysu pracowniczego dochodzi kryzys inwestycyjny o poważnych konsekwencjach urbanistycznych. Tunel był drążony zbyt płytko, co od początku powodowało problemy dla okolicznych nieruchomości. Po katastrofie z września 2024 roku tarcza drążąca utknęła pod zawalonym budynkiem. Aby ją wydobyć, konieczne będzie zburzenie całej pierzei zabytkowych kamienic w centrum Łodzi. Mieszkańcy wywłaszczonych budynków wciąż nie znają wysokości odszkodowań. Jeden z nich wskazał, że otrzymał decyzję wojewody nakazującą wyprowadzkę, jednak nikt nie zaproponował mu lokalu zastępczego ani nie przedstawił warunków rekompensaty.
Ten wymiar katastrofy domyka obraz: z jednej strony pracownicy bez pensji, z drugiej mieszkańcy bez domów i bez odpowiedzi, wszyscy jako straty poboczne inwestycji, która miała być symbolem modernizacji polskiej kolei.
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego PKP PLK jako spółka skarbu państwa może unikać wypłat dla pracowników?
PKP PLK stoi na stanowisku, że nie jest solidarnym dłużnikiem wobec pracowników Altoru, bo spółka ta jest podmiotem zależnym od wykonawcy, a nie bezpośrednim podwykonawcą inwestora. PBDiM twierdzi odwrotnie. Ten spór prawny pozostaje nierozstrzygnięty, a jego ciężar w całości ponoszą poszkodowani pracownicy. Prokuratura prowadzi odrębne postępowanie dotyczące naruszania praw pracowniczych, jednak dotyczy ono Altoru, nie PKP PLK. Warto wiedzieć, że solidarna odpowiedzialność inwestora wobec pracowników podwykonawców w Polsce jest uregulowana przepisami, ale jej zakres w przypadku spółek zależnych (a nie bezpośrednich podwykonawców) bywa przedmiotem sporów sądowych, i właśnie tę szarą strefę obie strony wydają się tu eksploatować.
Co mogą zrobić pracownicy, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji?
Z materiału wynika, że poszkodowani skorzystali z kilku ścieżek równolegle: skierowali wezwania przedsądowe, złożyli pozwy do sądu pracy oraz złożyli zawiadomienie do prokuratury w sprawie naruszania praw pracowniczych. Osoby w podobnej sytuacji mogą zwrócić się do Państwowej Inspekcji Pracy, która ma uprawnienia do kontroli wypłacalności wynagrodzeń i może skierować sprawę na drogę sądową. Możliwy jest też kontakt z Okręgowym Inspektorem Pracy lub rzecznikiem praw pracownika działającym przy urzędach marszałkowskich. Jeśli pracodawca złożył wniosek o upadłość, warto śledzić postępowanie, od jego formalnego ogłoszenia zależy dostęp do Funduszu Świadczeń Pracowniczych.
Jakie są realne szanse pracowników na odzyskanie pieniędzy?
Są dwie główne ścieżki, obie obarczone ryzykiem. Pierwsza to egzekucja komornicza na podstawie wyroku sądu, skuteczna tylko wtedy, gdy spółka dysponuje majątkiem, który można zająć. Krzysztof Walczak uzyskał tytuł wykonawczy, jednak Altor złożył sprzeciw, co wstrzymuje egzekucję. Druga ścieżka to Fundusz Świadczeń Pracowniczych, niedostępny do czasu formalnego ogłoszenia upadłości, a postępowanie upadłościowe utknęło z powodu braku środków. Jeśli sąd nie ogłosi upadłości w ciągu roku od złożenia wniosku, ta możliwość przepadnie. W praktyce pracownicy są między dwoma zamkniętymi drzwiami.
Co to jest Fundusz Świadczeń Pracowniczych i dlaczego nie można z niego skorzystać?
To państwowy mechanizm, który wypłaca pracownikom zaległe wynagrodzenia, gdy pracodawca stał się trwale niewypłacalny. Kluczowym warunkiem jest formalne ogłoszenie upadłości przez sąd. W przypadku Altoru wniosek złożono w marcu, ale postępowanie jest zawieszone, bo brakuje środków na jego przeprowadzenie, co tworzy błędne koło: spółka jest bez pieniędzy, więc nie może sfinansować własnej upadłości, a bez upadłości pracownicy nie mogą sięgnąć po fundusz.
Kiedy i dlaczego zatrzymała się tarcza drążąca tunel?
Maszyna drążąca zatrzymała się we wrześniu 2024 roku po zawaleniu się fragmentu kamienicy w centrum Łodzi podczas prowadzonych robót. Drążenie przerwano i tarcza pozostaje unieruchomiona do dziś. Tunel był prowadzony zbyt płytko, co od początku generowało problemy dla okolicznych nieruchomości. Wydobycie maszyny będzie wymagało wyburzenia całej pierzei zabytkowych kamienic, decyzja, która dotyka zarówno dziedzictwa kulturowego miasta, jak i dziesiątek mieszkańców pozbawionych dotychczasowych domów.
Fot. Travelarz / Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0 pl)
