Dwóch polskich wspinaczy, dwudziestosiedmio- i dwudziestośmiolatek, utknęło na odsłoniętej ścianie Batyżowieckiego Szczytu w słowackich Tatrach Wysokich. Słowacka Górska Służba Ratownicza dotarła do nich wieczorem, w deszczu, mgle i temperaturze bliskiej zera. Mężczyźni byli przemoczeni, wyziębieni i wyczerpani, lecz ostatecznie nie wymagali hospitalizacji. HZS wprost wytknęła im brak sprzętu, doświadczenia i planowania.
Najważniejsze:
- Ratownicy dotarli do wspinaczy dopiero w godzinach przedwieczornych, po kilkunastu godzinach działań
- Wspinacze utknęli na ścianie poza wyznaczoną drogą wspinaczkową, na wysokości ok. 2400 m n.p.m., bo nie zdołali zjechać w dół
- Śmigłowiec GOPR pozostawał w gotowości, lecz mgła uniemożliwiła mu udział w ewakuacji; ostatecznie posłużył wyłącznie do dostarczenia dodatkowych ratowników HZS
- HZS: wspinacze nie byli przygotowani technicznie ani sprzętowo, nie znali alternatywnych dróg zejścia i źle zaplanowali czas wyprawy
- Po dotarciu do Starego Smokowca mężczyźni nie wymagali dalszej pomocy medycznej
Wezwanie pomocy z eksponowanej ściany
Obaj Polacy zwrócili się o pomoc, gdy znajdowali się na odsłoniętym fragmencie południowo-zachodniej strony Batyżowieckiego Szczytu w Tatrach Wysokich, na pułapie około 2400 metrów nad poziomem morza. Poza właściwą drogą wspinaczkową znaleźli się dlatego, że nie byli w stanie samodzielnie zjechać ze ściany, zabrakło zarówno umiejętności technicznych, jak i znajomości innych wariantów zejściowych.
Śmigłowiec uziemiony przez mgłę, ratownicy ruszyli pieszo
Akcję ratunkową podjęli natychmiast ratownicy przemieszczający się pieszo. W gotowości pozostawał również śmigłowiec GOPR wraz z załogą, jednak gęsta mgła i zła widoczność uniemożliwiły start. Równolegle słowaccy ratownicy z wyprzedzeniem powiadomili szpital w Bańskiej Bystrzycy o ryzyku wystąpienia hipotermii u poszkodowanych.
Dopiero podczas krótkotrwałej poprawy pogody śmigłowiec zdołał przetransportować w rejon akcji kolejnych ratowników HZS, którzy dołączyli do naziemnego zespołu zbliżającego się już ku uwięzionym mężczyznom. Maszyna nie wzięła jednak bezpośredniego udziału w sprowadzaniu wspinaczy, całą robotę wykonał naziemny zespół ratowniczy.
Kilkanaście godzin w terenie: przebieg akcji
Naziemna akcja ratunkowa trwała w ekstremalnych warunkach kilkanaście godzin. Ratownicy działali w deszczu, przy silnym wietrze, gęstej mgle i temperaturze bliskiej zera stopni Celsjusza. Do wspinaczy dotarli dopiero w godzinach przedwieczornych.
Przez cały ten czas Polacy tkwili na eksponowanej ścianie w mokrym ubraniu, przy temperaturze zerowej, w ciemności rozświetlanej jedynie słabymi czołówkami.
Sytuację komplikowały właśnie te czołówki: ich słabe światło w połączeniu z mgłą i ciemnością znacząco utrudniało zarówno orientację wspinaczy, jak i lokalizowanie ich przez ratowników.
Przemoczeni i wyziębieni, ale bez obrażeń
Gdy ratownicy w końcu dotarli do Polaków, ci byli, jak opisuje HZS, „przemoczeni, znacznie wyziębieni i wyczerpani”. Po ogrzaniu i zapewnieniu suchej, ciepłej odzieży ratownicy przy pomocy lin opuścili mężczyzn pod ścianę, skąd eskortowali ich do schroniska i stacji HZS w Śląskim Domu. Następnie przetransportowali ich do Starego Smokowca, gdzie okazało się, że żaden z nich nie wymaga dalszej pomocy medycznej ani hospitalizacji, szpital w Bańskiej Bystrzycy, który przygotowywał się na przyjęcie pacjentów z hipotermią, ostatecznie nie musiał interweniować.
Trzy błędy, które doprowadziły do wielogodzinnej akcji ratunkowej
HZS nie owija w bawełnę: „Nie byli dobrze przygotowani ani pod względem technicznym, ani sprzętowym, nie mieli wystarczającego doświadczenia do poruszania się w tym konkretnym terenie, nie zapoznali się też wystarczająco z innymi, możliwymi trasami zejściowymi.” Na podstawie komunikatu służby ratowniczej można wskazać trzy konkretne zaniedbania wraz z ich praktyczną wymową:
- Brak znajomości alternatywnych dróg zejściowych. Wspinacze nie byli w stanie samodzielnie wycofać się ze ściany, bo nie przestudiowali wcześniej innych opcji. W górach plan B jest obowiązkiem, nie luksusem, jego brak właśnie unieruchomił ich na ścianie przez wiele godzin.
- Niewystarczające przygotowanie techniczne i sprzętowe. Ratownicy wprost wskazują, że mężczyźni nie dysponowali sprzętem ani umiejętnościami odpowiednimi dla tego terenu. Wymowny jest sam fakt niemożności zjazdu ze ściany: sugeruje braki w ekwipunku zjazdowym lub kompetencjach technicznych, które sprawiły, że jedynym wyjściem stało się wezwanie pomocy.
- Złe planowanie czasowe. Jak ocenia HZS, wspinaczka nie była dobrze zaplanowana pod względem czasowym. Efekt: ciemność zastała wspinaczy na eksponowanej ścianie, zanim zdążyli się z niej wydostać, a słabe światło czołówek dodatkowo utrudniło zarówno poruszanie się, jak i lokalizację przez ratowników.
Według HZS brak planowania czasowego i nieznajomość dróg zejściowych to nawracające przyczyny interwencji ratowniczych w tym rejonie Tatr Wysokich, choć źródła nie podają szczegółowych danych statystycznych na ten temat.
Najczęściej zadawane pytania
Jak długo trwała akcja ratunkowa?
Ratownicy dotarli do wspinaczy w godzinach przedwieczornych; naziemna akcja ratunkowa trwała kilkanaście godzin w ekstremalnych warunkach atmosferycznych.
Dlaczego śmigłowiec GOPR nie ewakuował wspinaczy?
Mgła i złe warunki atmosferyczne uniemożliwiły start w nocy, Podczas krótkotrwałej poprawy pogody śmigłowiec wykorzystano wyłącznie do dostarczenia dodatkowych ratowników HZS w rejon akcji, nie do bezpośredniej ewakuacji poszkodowanych, którą w całości przeprowadził naziemny zespół ratowniczy przy użyciu lin.
Co konkretnie zarzuciła wspinaczom Słowacka Górska Służba Ratownicza?
HZS wskazała cztery obszary zaniedbań: brak odpowiedniego przygotowania technicznego, braki sprzętowe, niewystarczające doświadczenie w poruszaniu się w tego rodzaju terenie oraz nieznajomość alternatywnych dróg zejściowych. Osobno skrytykowała też złe planowanie czasowe wyprawy, które sprawiło, że ciemność zastała wspinaczy jeszcze na ścianie.
Jakie błędy sprzętowe popełnili wspinacze?
Źródła nie wymieniają wprost brakującego ekwipunku. HZS stwierdza jedynie ogólnie, że mężczyźni nie byli przygotowani sprzętowo ani technicznie do poruszania się w tym konkretnym terenie. Pośrednio na lukę wskazuje jednak sam przebieg zdarzenia: skoro wspinacze nie zdołali zjechać ze ściany i musieli wzywać pomocy, zabrakło im albo sprzętu do zjazdu, albo umiejętności jego użycia, albo obu naraz. To właśnie ugruntowało ich na ścianie przez wiele godzin.
Fot. Midnight Runner / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)
