Strona głównaHistoriaPogrom kielecki 1946: jak komuniści błyskawicznie wskazali winnych, których nigdy nie udowodnili

Pogrom kielecki 1946: jak komuniści błyskawicznie wskazali winnych, których nigdy nie udowodnili

Date:

Related stories

Gruzini, Węgrzy i lotnicy z antypodów w Powstaniu Warszawskim – wystawa IPN przywraca zapomniane twarze

Gruzini i Węgrzy walczący przeciwko siłom, po których stronie formalnie stały ich kraje, lotnicy z antypodów ryzykujący życie nad obcym miastem – wystawa IPN „Cudzoziemcy w Powstaniu Warszawskim" przywraca wymiar, którego w powszechnej narracji o 1944 roku zwykle brakuje.

Wrak bombowca z 1944 roku w lesie pod Świnoujściem. Szczątki trzech Brytyjczyków mogą leżeć 600 metrów od Bałtyku

W lesie około 600 metrów od brzegu Bałtyku, w pobliżu Fortu Gerharda w Świnoujściu, odnaleziono fragmenty bombowca z 1944 roku. Służby Wojewody Zachodniopomorskiego uznały miejsce za prawdopodobny grób wojenny trzech brytyjskich lotników. Teren zostanie przeszukany w specjalnym trybie — odpowiedź przyniosą badania archeologiczne.

Kto w Polsce Kazimierza Wielkiego mógł wznieść zamek? Budowla jako przywilej wąskiej elity

Murowany zamek w XIV-wiecznym Królestwie Polskim był dobrem dostępnym dla mniej niż pół procenta ogółu mieszkańców. Wznosił je przede wszystkim król, który w ten sposób spinał sieć administracyjną zjednoczonego państwa. Drugą grupą fundatorów byli nieliczni biskupi działający za królewskim przyzwoleniem, a budowa zamku przez rycerza pozostawała – jak podkreślał Leszek Kajzer – prawdziwym ewenementem. Co ten budowlany monopol monarchów oznaczał dla obronności i centralizacji Królestwa?

Hannibal wygrał bitwę, przegrał wojnę. Strategiczny błąd, który kosztował go wszystko

Pod Kannami Hannibal dokonał jednego z najdoskonalszych manewrów w historii wojen — mniejszą armią rozbił siły ponad półtora raza liczniejsze. A mimo to przegrał wojnę. Dlaczego geniusz taktyczny okazał się strategicznym ślepcem i czego do dziś uczą się z tego generałowie?

Zbrodnia przy Rakowieckiej. Eksterminacja więźniów mokotowskich w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego

2 sierpnia 1944 r., dzień po wybuchu Powstania Warszawskiego, niemieccy esesmani przystąpili do masowego mordowania więźniów i okolicznych cywilów na dziedzińcu więzienia mokotowskiego przy Rakowieckiej 37. Skalę zbrodni ujawniła dopiero ekshumacja wiosną 1945 r., która wydobyła z dołów około 700 ciał.

Zanim śledztwo zdążyło wykonać choćby pierwszy krok, reżim komunistyczny miał już gotowego sprawcę pogromu kieleckiego: podziemie niepodległościowe. Oskarżenie padło tego samego dnia, w którym dokonano zbrodni. Przez wiele tygodni propaganda państwowa podtrzymywała tę tezę, a następnie, z przyczyn, których badacze do dziś nie ustalili, cicho ją porzuciła. Milczenie, które po niej nastąpiło, jest równie wymowne jak samo oskarżenie.

Najważniejsze:

  • Tego samego dnia, w którym doszło do pogromu, Polska Agencja Prasowa rozpowszechniła komunikat obciążający elementy reakcyjne, zanim mogło powstać jakiekolwiek śledztwo.
  • Odezwa do mieszkańców Kielc, opublikowana nazajutrz, wprost wskazywała Narodowe Siły Zbrojne jako organizatorów morderstw.
  • Minister Bezpieczeństwa Publicznego Stanisław Radkiewicz powiązał pogrom z niedawnym referendum ludowym, przedstawiając go jako zbrojną odpowiedź podziemia na porażkę opozycji.
  • Najsilniejszą strukturą konspiracyjną na Kielecczyźnie był wówczas Inspektorat Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość o kryptonimie Związek Zbrojnej Konspiracji, organizacja, która po pogromie sama potępiła zbrodnię i oskarżyła o nią reżim.
  • Oficjalna teza o winie podziemia znikła z propagandowego obiegu po kilku tygodniach; źródła nie wyjaśniają, dlaczego.

Oskarżenie szybsze niż śledztwo

Kiedy 4 lipca 1946 roku w Kielcach trwał jeszcze pogrom, aparat państwowy pracował już nad gotową interpretacją wydarzeń. Komunikat Polskiej Agencji Prasowej, który następnego dnia ukazał się między innymi w „Głosie Ludu”, głosił, że miasto stało się areną bezprecedensowej prowokacji sił reakcyjnych, które doprowadziły do mordu na ludności żydowskiej. Tłum miał zostać celowo podjudzony przez rozstawionych wcześniej organizatorów, a przemocy towarzyszyły publiczne wystąpienia, w trakcie których padały okrzyki sławiące generała Andersa.

Chronologia tego oskarżenia jest kluczowa dla jego oceny. Żadne postępowanie wyjaśniające nie było w stanie w ciągu kilku godzin wskazać organizatorów tak poważnego przestępstwa. Reżim komunistyczny miał jednak pilny powód, by działać bez zwłoki: pogrom obnażał bezsilność aparatu bezpieczeństwa, groził izolacją dyplomatyczną i stawiał niewygodne pytania o zdolność władzy do utrzymania porządku. Wskazanie zewnętrznego wroga, podziemia, reakcji, pozwalało przekierować te pytania na opozycję i uzasadniać dalsze represje. Kontekst polityczny dopełniało niedawne sfałszowane referendum ludowe, które i tak napięło stosunki między reżimem a jego przeciwnikami.

Odezwa z gotowym winowajcą: NSZ jako kozioł ofiarny

Jeszcze 4 lipca 1946 roku kieleccy działacze partyjni zebrali się, by uzgodnić treść odezwy do mieszkańców miasta. Jej tekst opublikowano następnego dnia. Mieszkańcy mogli przeczytać, że antyżydowskie zajścia wybuchły wskutek oddziaływania fałszywych pogłosek na zebrany tłum, a dokonane morderstwa wpisują się w szereg zbrodni, za którymi stoją, jak ujęto to w dokumencie, „rzeczywistych organizatorów spod znaku reakcyjnych sił polskich, panów z NSZ”.

Wskazanie Narodowych Sił Zbrojnych było precyzyjnym wyborem propagandowym. NSZ, w odróżnieniu od Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, funkcjonowały w lewicowym i zachodnim obiegu jako formacja o skrajnym obliczu, co czyniło je wygodnym celem bez potrzeby przytaczania dowodów. Samo skojarzenie wystarczało, by teza brzmiała wiarygodnie dla określonego kręgu odbiorców.

Wojskowy meldunek i okólnik ministra Radkiewicza

Równolegle z oficjalną propagandą powstawały dokumenty wewnętrzne, które utrwalały tę samą narrację w obiegu służbowym. Sztab Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Kielcach przesłał do Warszawy meldunek zwiadowczy, w którym mowa była o bliżej nieokreślonej tajnej organizacji odpowiedzialnej za przygotowanie całej prowokacji oraz za szerzenie pogłosek o tym, że Żydzi rzekomo mordują polskie dzieci.

Dzień po pogromie minister Radkiewicz rozesłał do podległych organów okólnik, w którym opisał zdarzenia jako „potworną prowokację”, dzieło reakcyjnych prowokatorów i zbrojną odpowiedź podziemia na porażkę w referendum ludowym. Dokumenty te, jak wskazuje autor materiału IPN, wyznaczały ramy oficjalnej wykładni, którą propaganda miała następnie powielać przez kolejne tygodnie.

Wart uwagi jest jeden detal z okólnika ministra: mowa w nim o kilkutysięcznym tłumie biorącym udział w zajściach. Nawet w propagandowym dokumencie władza mimowolnie przyznawała, że skala uczestnictwa była masowa. Trudno pogodzić ten obraz z tezą o wąskiej grupie zawodowych prowokatorów zdolnych do zmobilizowania takiej liczby ludzi w ciągu jednego poranka, i trudno nie zapytać, dlaczego ta sprzeczność nie przeszkadzała twórcom narracji.

Związek Zbrojnej Konspiracji: czym naprawdę był rzekomy organizator pogromu

Warto przyjrzeć się bliżej organizacji, na którą pośrednio wskazywały komunistyczne oskarżenia. W połowie 1946 roku dominującą strukturą podziemia niepodległościowego na Kielecczyźnie był Inspektorat Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość o kryptonimie Związek Zbrojnej Konspiracji. Jego korzenie sięgały konspiracji poakowskiej na Lubelszczyźnie; w województwie kieleckim powstał w znacznej mierze dzięki kadrze oddziału partyzanckiego z zewnątrz regionu, dowodzonego przez porucznika Franciszka Jaskulskiego pseudonim Zagończyk.

Organizacja rozwinęła się w sposób, który musiał budzić niepokój aparatu bezpieczeństwa. W okresie największej aktywności skupiała od tysiąca do tysiąca stu członków, posiadała rozbudowany pion bojowy oraz wydział informacyjno-propagandowy i prowadziła działalność wykraczającą poza granice województwa kieleckiego, obwód w Wielkopolsce, placówkę w Gdańsku, punkty kontaktowe w Łodzi i Krakowie. Natężenie jej działań zbrojnych w pierwszej połowie 1946 roku było, według oceny historyka IPN, porównywalne z aktywnością podziemia na Lubelszczyźnie, uznawanej za jeden z najbardziej aktywnych terenów w kraju.

Źródło, na którym opiera się niniejszy artykuł, nie wskazuje jednak, by komunistyczna propaganda kiedykolwiek wskazała konkretne osoby z szeregów ZZK jako bezpośrednich organizatorów pogromu. Oskarżenia kierowane były pod adresem ogólnie pojętego „podziemia” lub „reakcji”, kategorii na tyle pojemnych, by pomieścić każdego przeciwnika reżimu, i na tyle nieostrych, by nie wymagać konkretnych dowodów.

Miecz i słowo: działania zbrojne i propaganda ZZK

Oddziały Związku przeprowadziły liczne akcje zbrojne: rozbrajały posterunki milicji, zajmowały większe miejscowości, w tym Lipsko, Pionki, Skaryszew i Zwoleń, oraz toczyły potyczki z grupami operacyjnymi sowieckiego NKWD, Urzędu Bezpieczeństwa, milicji i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Punktem kulminacyjnym była kilkugodzinna bitwa stoczona w czerwcu 1946 roku pod Zwoleniem z oddziałem Armii Czerwonej wspomaganym przez inne formacje sił represji.

Równolegle organizacja prowadziła systematyczną działalność propagandową. Kolportowano gazetki, „Wiadomości Bieżące” sprowadzane z Inspektoratu Puławskiego oraz powielaną lokalnie „Polskę Walczącą”, a także ulotki o tytułach takich jak „Kto pcha młodzież do lasu”, „Referendum to podstęp” czy „Nie… Nie… Nie…”. Część materiałów wytwarzała samodzielnie Komenda Związku, część prawdopodobnie we współpracy z Inspektoratem Puławskim.

Ta sprawność propagandowa ma znaczenie dla oceny późniejszych oskarżeń: ZZK potrafił tworzyć własne narracje i docierać z nimi do mieszkańców regionu. Jednak to, na ile jego materiały faktycznie trafiały do ludności Kielc latem 1946 roku i czy miały realny wpływ na nastroje społeczne, pozostaje pytaniem, na które dostępne źródła nie dają odpowiedzi.

Ulotka kontra okólnik: starcie narracji

Po pogromie Komenda Związku wydała własne oświadczenie w formie ulotki, zatytułowanej „Bandyta Radkiewicz przygotował prowokację kielecką”. Dokument potępiał mord popełniony na Żydach i wskazywał jako jego inspiratorów przedstawicieli komunistycznego reżimu. Autorzy ulotki twierdzili, że celem prowokacji było zohydzenie Polski za granicą i stworzenie pretekstu do uderzenia w Polskie Stronnictwo Ludowe, duchowieństwo katolickie oraz struktury podziemia niepodległościowego.

Doszło więc do symetrycznego starcia narracyjnego: aparat państwowy oskarżał podziemie, podziemie odpowiadało oskarżeniem pod adresem aparatu. Asymetria leżała gdzie indziej, w zasięgu. Propaganda reżimu dysponowała prasą, radiem i siecią agitatorów; podziemie odpowiadało ulotkami kolportowanymi konspiracyjnie. Które przekazy docierały do szerszej opinii publicznej w lecie 1946 roku, na to pytanie dostępne źródła również nie odpowiadają.

Wyciszenie tezy: polityczna zmiana biegu bez wyjaśnienia

Teza o winie podziemia i reakcji utrzymywała się w oficjalnym obiegu przez wiele tygodni. Następnie, jak odnotowuje autor materiału IPN, oskarżenia te zostały wyciszone, a przyczyny tej zmiany pozostają nieznane.

Samo wyciszenie jest historycznie intrygujące. Reżim, który tak sprawnie uruchomił machinę propagandową, musiał mieć powód, by ją zatrzymać. Dla różnych grup skutki tej decyzji były niejednakowe: ocalali Żydzi zostali pozbawieni oficjalnie wskazanego sprawcy, podziemie, choć nie oczyszczone z zarzutów, przestało być eksponowanym wrogiem w tej konkretnej sprawie, a opinia zagraniczna nie mogła śledzić dalszego procesu wyjaśniania. Dostępne źródło nie wyjaśnia mechanizmu tej zmiany, co samo w sobie jest informacją o granicach tego, co dziś wiemy o pogromie kieleckim i jego propagandowej obudowie.

Najczęściej zadawane pytania

Czy komunistyczna propaganda wskazała konkretnych członków podziemia jako sprawców pogromu?

Nie, przynajmniej nie wynika to z opisywanego materiału źródłowego. Oskarżenia kierowane były pod adresem ogólnie pojętej „reakcji”, „podziemia” lub Narodowych Sił Zbrojnych jako formacji, bez wskazania konkretnych osób ani udokumentowanych powiązań z organizacją pogromu. Ta ogólnikowość była zapewne zamierzona: pozwalała budować narrację bez konieczności przedstawiania dowodów.

Dlaczego komuniści wybrali NSZ zamiast WiN jako winowajcę?

Materiał źródłowy nie wyjaśnia tej decyzji wprost. Można jednak zauważyć, że Narodowe Siły Zbrojne funkcjonowały w lewicowym i zachodnim obiegu jako organizacja o radykalnym obliczu, co czyniło je łatwiejszym celem propagandowym niż Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, szerzej postrzegane jako kontynuacja Armii Krajowej. Czy była to świadoma kalkulacja, czy efekt doraźnych decyzji, na to pytanie dostępne źródła nie dają odpowiedzi.

Dlaczego reżim wyciszył oskarżenia po kilku tygodniach?

Przyczyny pozostają nieznane, materiał IPN odnotowuje sam fakt wyciszenia, nie podając jego motywów. Można spekulować o zmianie kalkulacji politycznej lub czynnikach zewnętrznych, jednak żadna z takich interpretacji nie ma potwierdzenia w opisywanym źródle.

Jak historycy dziś oceniają tezę o winie podziemia?

Autor materiału źródłowego, badacz Instytutu Pamięci Narodowej, traktuje komunistyczne oskarżenia jako element propagandy politycznej, a nie jako ustalenie faktyczne. Opisuje je konsekwentnie jako „oficjalną interpretację” i narrację służącą celom reżimu. Niniejszy artykuł opiera się wyłącznie na tym materiale, szerszy stan badań wykracza poza jego zakres.

Fot. YogiCK / Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)


Subscribe

- Never miss a story with notifications

- Gain full access to our premium content

- Browse free from up to 5 devices at once

Ostatnie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj