Strona głównaHistoriaHekatombą z landratów nazwał to Bismarck. Jak pruska administracja zamieniła wyznanie w...

Hekatombą z landratów nazwał to Bismarck. Jak pruska administracja zamieniła wyznanie w powód do dymisji

Date:

Related stories

Gruzini, Węgrzy i lotnicy z antypodów w Powstaniu Warszawskim – wystawa IPN przywraca zapomniane twarze

Gruzini i Węgrzy walczący przeciwko siłom, po których stronie formalnie stały ich kraje, lotnicy z antypodów ryzykujący życie nad obcym miastem – wystawa IPN „Cudzoziemcy w Powstaniu Warszawskim" przywraca wymiar, którego w powszechnej narracji o 1944 roku zwykle brakuje.

Wrak bombowca z 1944 roku w lesie pod Świnoujściem. Szczątki trzech Brytyjczyków mogą leżeć 600 metrów od Bałtyku

W lesie około 600 metrów od brzegu Bałtyku, w pobliżu Fortu Gerharda w Świnoujściu, odnaleziono fragmenty bombowca z 1944 roku. Służby Wojewody Zachodniopomorskiego uznały miejsce za prawdopodobny grób wojenny trzech brytyjskich lotników. Teren zostanie przeszukany w specjalnym trybie — odpowiedź przyniosą badania archeologiczne.

Kto w Polsce Kazimierza Wielkiego mógł wznieść zamek? Budowla jako przywilej wąskiej elity

Murowany zamek w XIV-wiecznym Królestwie Polskim był dobrem dostępnym dla mniej niż pół procenta ogółu mieszkańców. Wznosił je przede wszystkim król, który w ten sposób spinał sieć administracyjną zjednoczonego państwa. Drugą grupą fundatorów byli nieliczni biskupi działający za królewskim przyzwoleniem, a budowa zamku przez rycerza pozostawała – jak podkreślał Leszek Kajzer – prawdziwym ewenementem. Co ten budowlany monopol monarchów oznaczał dla obronności i centralizacji Królestwa?

Hannibal wygrał bitwę, przegrał wojnę. Strategiczny błąd, który kosztował go wszystko

Pod Kannami Hannibal dokonał jednego z najdoskonalszych manewrów w historii wojen — mniejszą armią rozbił siły ponad półtora raza liczniejsze. A mimo to przegrał wojnę. Dlaczego geniusz taktyczny okazał się strategicznym ślepcem i czego do dziś uczą się z tego generałowie?

Zbrodnia przy Rakowieckiej. Eksterminacja więźniów mokotowskich w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego

2 sierpnia 1944 r., dzień po wybuchu Powstania Warszawskiego, niemieccy esesmani przystąpili do masowego mordowania więźniów i okolicznych cywilów na dziedzińcu więzienia mokotowskiego przy Rakowieckiej 37. Skalę zbrodni ujawniła dopiero ekshumacja wiosną 1945 r., która wydobyła z dołów około 700 ciał.

Wyobraź sobie, że tracisz pracę nie dlatego, że źle ją wykonujesz, lecz dlatego, że chodzisz do innego kościoła niż twój przełożony. W Prusach lat siedemdziesiątych XIX wieku to nie był abstrakcyjny scenariusz, to była polityka państwa. Profesor Grzegorz Kucharczyk w swojej książce o Kulturkampfie dokumentuje, jak pruska administracja zamieniła wyznanie katolickie w powód do dymisji, nie wymagając przy tym żadnego innego uzasadnienia.

Najważniejsze:

  • Bismarck zapowiedział przywódcy liberałów Rudolphowi Bennigsenowi „hekatombę z landratów katolickich” i słowa dotrzymał.
  • W Westfalii z osiemnastu katolickich landratów zatrudnionych na początku Kulturkampfu do schyłku tej dekady pozostało zaledwie ośmiu, ponad połowa straciła stanowiska.
  • Jedynym formalnym zarzutem wobec usuwanych urzędników były ich „ultramontańskie sympatie”, nie zaniedbania służbowe ani naruszenia prawa.
  • Machina czystek ruszyła, zanim liberałowie zdążyli oficjalnie zażądać ich w parlamencie, rząd pruski wyprzedzał polityczne wezwania.

Nie chodziło o kompetencje, chodziło o lojalność wobec Rzymu

Kulturkampf, zapoczątkowany przez Ottona von Bismarcka w 1871 roku, przeszedł do historii jako zorganizowana ofensywa pruskiego państwa przeciw pozycji Kościoła katolickiego. Jednak za wielką polityczną narracją o starciu państwa z Kościołem kryły się losy konkretnych ludzi: landratów, radców rejencji, burmistrzów, którzy pewnego dnia otrzymywali decyzję o przeniesieniu na emeryturę lub odmowie zatwierdzenia na stanowisku. Bez postępowania dyscyplinarnego, bez wyroku sądu, niekiedy bez jakiegokolwiek szczegółowego uzasadnienia poza formułką o „ultramontańskich sympatiach”.

To rozróżnienie jest kluczowe: pruskie prawo dawało rządowi szerokie uprawnienia do obsadzania i zwalniania urzędników mianowanych, bez konieczności wszczynania formalnego postępowania i bez skutecznej drogi odwoławczej dla samego zainteresowanego. Kulturkampf nie stworzył więc nowego narzędzia prawnego, lecz użył istniejącego mechanizmu do realizacji celów ideologicznych. Wyznanie stało się kryterium kadrowym, a podejrzenie o nielojalność wobec państwa zastąpiło dowód winy.

Warto tu dostrzec pewną gorzką ironię: rzecznicy nowoczesnego państwa prawa sięgnęli po instrument, który temu prawu zaprzeczał. Liberałowie, budujący w Niemczech porządek konstytucyjny, bez skrupułów posłużyli się logiką odpowiedzialności zbiorowej tam, gdzie odpowiadało to ich politycznym celom.

Ideologiczne uzasadnienie: katolik jako strukturalnie nielojalny obywatel

Liberalni publicyści i prasa dostarczyli teoretycznego uzasadnienia czystki. Wywody sprowadzały się do jednej tezy: katolik z zasady nie może być dobrym urzędnikiem, bo jego lojalność jest podzielona między ojczyznę a papieża, a w tym sporze Rzym zawsze wygra.

Liberalny dziennik „Nationalzeitung” pisał w grudniu 1873 roku, że skoro katolicka wspólnota wiary wynosi swoje zobowiązania ponad rację ojczyzny, nie przysługują jej te same prawa co innym, a pełnomocnicy państwa mają obowiązek bezwzględnego działania wobec takich urzędników, żeby nie hodować w aparacie własnego wroga. Historyk Heinrich von Sybel pytał retorycznie, czy urzędnicy mogą służyć narodowej wspólnocie, jeśli w sporze o zwierzchnictwo między cesarskim Berlinem a papieskim Rzymem opowiadają się po stronie tego drugiego.

Ta logika była z góry nieobalalna. Katolicki urzędnik nie mógł udowodnić swojej lojalności, bo sam fakt przynależności do Kościoła był dowodem potencjalnej zdrady. Była to klasyczna pułapka ideologiczna: przynależność do grupy zastępowała dowód czynu. Mechanizm ten nie był oryginalnym pruskim wynalazkiem. Podobną logiką posługiwały się różne reżimy w różnych epokach, gdy chciały wykluczyć pewne grupy z życia publicznego bez konieczności udowadniania im konkretnych przewinień.

Parlamentarzyści liberalni jako siła nacisku

Presja na rząd nie wychodziła wyłącznie z redakcji gazet. Liberalni posłowie wprost domagali się od ministra spraw wewnętrznych przyspieszenia czystek kadrowych. Rudolph Bennigsen, jeden z przywódców liberałów, relacjonował w liście do żony z 10 kwietnia 1875 roku swoją rozmowę z Bismarckiem. Domagał się, by ten zmusił ministra Eulenburga do usunięcia z Nadrenii i Westfalii wszystkich wyższych urzędników o nastawieniu klerykalnym, a mianowicie szefów administracji rejencyjnej, ich doradców i landratów, albo przynajmniej przeniesienia ich do prowincji protestanckich. Argumentował, że obecność klerykalnych urzędników sprawia, iż wszelkie środki Kulturkampfu stają się „iluzoryczne”.

Kilka dni później, 19 kwietnia 1875 roku, poseł Wilhelm Wehrenpfennig z frakcji narodowo-liberalnej zwrócił się na forum parlamentu wprost do ministra spraw wewnętrznych. Stwierdził, że z urzędnikami, którzy nie angażują się bez reszty w przestrzeganie prawa, rozumianego jako respektowanie Kulturkampfu, nie sposób rządzić państwem w tak poważnym czasie, i wezwał ministra do działania.

Rząd pruski nie czekał na te parlamentarne wezwania. Czystki trwały już wcześniej. Liberalni posłowie nie inicjowali procesu, lecz go przyspieszali i legitymizowali. Bismarck sam, podczas rozmowy z Bennigsenem, miał obiecać temu ostatniemu właśnie ową „hekatombę z landratów [katolickich]”.

Głosy sprzeciwu z ław Centrum i ich bezsilność

Wehrenpfennigowi odpowiadał na forum parlamentu poseł katolickiej frakcji Centrum Hermann von Mallinckrodt. Wskazywał na wewnętrzną sprzeczność żądań liberałów: ilu jest urzędników zmuszonych służyć rządom prowadzącym politykę odmienną od ich własnych przekonań? Czy urzędnik ma nie tylko być posłuszny, ale każdorazowo zmieniać swoje przekonania zgodnie z aktualną linią rządu? Mallinckrodt przestrzegał przed absurdem, jaki kryje się w żądaniu, by cała klasa urzędnicza dostosowywała swój światopogląd do każdej kolejnej zmiany władzy.

Sprzeciw posłów Centrum był merytorycznie trafny, lecz politycznie bezsilny. Pruski rząd realizował postulaty liberałów niezależnie od parlamentarnych protestów. Paradoksalnie jednak te represje długofalowo wzmocniły frakcję Centrum: katolicka część społeczeństwa, atakowana przez państwo, zwierała szeregi i głosowała bardziej zdyscyplinowanie niż kiedykolwiek wcześniej. Kulturkampf, który miał osłabić polityczny katolicyzm, dostarczył mu tożsamości i mobilizacji na kolejne dziesięciolecia.

Skala czystki: liczby i losy konkretnych ludzi

Wskaźnik Wartość
Katoliccy landraci w Westfalii na początku Kulturkampfu 18
Katoliccy landraci w Westfalii pod koniec lat siedemdziesiątych XIX wieku 8
Ubytek w liczbach bezwzględnych 10, ponad połowa

Co stało się z pozostałymi dziesięcioma? Profesor Kucharczyk wskazuje na dwa główne mechanizmy: przeniesienie na emeryturę, nierzadko przedwczesne, oraz przeniesienie do prowincji protestanckich, gdzie katoliccy urzędnicy byli politycznie nieszkodliwi lub po prostu wyizolowani. Żaden z tych przypadków nie wiązał się z zarzutem służbowym ani postępowaniem dyscyplinarnym. Decydowały podejrzenia, doniesienia i ocena ideologiczna.

Konkretnym przykładem jest hrabia Ferdinand von Korff-Schmising, landrat w westfalskim Beckum, przeniesiony na emeryturę z powodu podejrzeń o ultramontańskie sympatie. W tym samym roku stanowisko stracił landrat z Düsseldorfu, Spee, wobec którego w oficjalnym uzasadnieniu dymisji stwierdzono, że wykazywał „letni stosunek wobec ultramontanów”, a więc nie tyle popierał Kościół, ile niewystarczająco go zwalczał. To drugie sformułowanie jest szczególnie wymowne: granicą lojalności nie było zachowanie neutralności, lecz aktywne zwalczanie katolickich wpływów.

Burmistrzowie: zatwierdzenie jako broń polityczna

Czystki nie ograniczały się do landratów. Rząd pruski dysponował uprawnieniem do zatwierdzania burmistrzów wybranych przez rady miejskie i korzystał z niego jako narzędzia politycznego. W ten sposób blokowano obejmowanie stanowisk przez kandydatów uznanych za zbyt katolickich w Bonn, Düsseldorfie, Kempen, Arnsberg i Birgeln.

Najgłośniejszą sprawą była odmowa zatwierdzenia burmistrza Bonn Leopolda Kaufmanna w 1874 roku. Kaufmann pełnił ten urząd nieprzerwanie przez dwadzieścia cztery lata. Zadenuncjowała go organizacja założona przez Heinricha von Sybela, stawiająca sobie za cel budzenie czujności państwa wobec zagrożenia ultramontańskiego. Zarzucono mu nieobecność podczas obchodów dnia Sedanu we wrześniu 1873 roku, mimo że nie było to oficjalne święto państwowe. Sam Kaufmann przyznał otwarcie, że nie jest entuzjastą tego protestancko-liberalnego święta. Wystarczyło.

Sprawa Kaufmanna odsłania dodatkowy wymiar mechanizmu: kluczową rolę grały organizacje ideologiczne działające jako sieć donosicieli. Nie był to więc wyłącznie odgórny nacisk władzy, lecz system, w którym obywatele donosili na obywateli, a państwo zatwierdzało werdykt. Podobne schematy, niezależnie od epoki i szerokości geograficznej, powtarzały się wszędzie tam, gdzie władza szukała społecznego wsparcia dla czystek, których sama nie chciała oficjalnie ogłaszać.

Kulturkampf jako model: mechanizm, który przeżył swój czas

Historia pruskich landratów i burmistrzów pokazuje mechanizm działający według powtarzalnego schematu. Usunięcie urzędnika nie wymagało dowodu na złamanie prawa ani zaniedbanie obowiązków. Wystarczyła przynależność do grupy uznanej za strukturalnie nielojalną, poparta doniesieniem organizacji ideologicznej. Formalna podstawa prawna już istniała, wystarczyło ją odpowiednio zastosować.

Kulturkampf był prowadzony w imię praworządności i nowoczesnego państwa prawa, a zarazem opierał się na logice odpowiedzialności zbiorowej: karaniu za przynależność do grupy, nie za czyn. Liberałowie, którzy teoretycznie bronili indywidualnych praw obywatelskich, w tym przypadku z entuzjazmem wspierali zasadę, że wiara jest dowodem nielojalności. Ten wewnętrzny konflikt między deklarowanymi wartościami a rzeczywistą polityką nie był wyjątkiem. Był regułą wszędzie tam, gdzie liberalizm stykał się z pokusą użycia aparatu państwowego do kształtowania składu społeczeństwa.

Bismarck ostatecznie wycofał się z Kulturkampfu w kolejnej dekadzie, szukając sojusznika w Centrum przeciw rosnącej socjaldemokracji. Urzędnicy usunięci z powodów wyznaniowych nie zostali jednak automatycznie przywróceni. Strukturalne zmiany w składzie pruskiej administracji okazały się trwalsze niż sama polityczna ofensywa. To charakterystyczna cecha tego rodzaju czystek: łatwiej je rozpocząć, niż odwrócić ich skutki.

Artykuł powstał na podstawie tekstu opublikowanego przez serwis WielkaHistoria, opartego na książce profesora Grzegorza Kucharczyka „Kulturkampf. Walka Berlina z katolicyzmem” (Wydawnictwo Fronda).

Najczęściej zadawane pytania

Czy rząd pruski potrzebował specjalnego prawa, żeby usuwać katolickich urzędników?

Nie tworzył nowego prawa, lecz korzystał z istniejących uprawnień do mianowania i odwoływania urzędników bez konieczności wszczynania formalnego postępowania dyscyplinarnego. Kulturkampf nie zmienił procedur, lecz zmienił kryterium: wyznanie stało się podstawą oceny kadrowej, a urzędnik nie miał skutecznej drogi odwoławczej. To właśnie czyniło ten mechanizm szczególnie efektywnym: nie wymagał żadnej reformy prawnej, wystarczyło przestawić selekcję personalną na inne tory.

Dlaczego liberałowie tak chętnie popierali czystki, skoro deklarowali obronę praw jednostki?

Liberałowie byli przekonani, że katolicy z powodów strukturalnych nie mogą być lojalnymi obywatelami nowoczesnego państwa narodowego. W ich rozumowaniu usunięcie katolickiego urzędnika nie było naruszeniem jego praw, lecz ochroną państwa przed agentem obcego mocarstwa, czyli Watykanu. Był to przypadek, w którym ideologia praworządności i ideologia etniczno-wyznaniowa weszły ze sobą w pełny konflikt, a liberałowie wybrali tę drugą. Warto odnotować, że podobne napięcie między deklarowanym universalizmem a faktyczną polityką wykluczenia powtarzało się w historii liberalizmu wielokrotnie, w różnych krajach i kontekstach.

Czy podobne czystki wyznaniowe zdarzały się w tym samym czasie w innych krajach Europy?

Materiał źródłowy, na którym oparty jest niniejszy artykuł, koncentruje się na pruskim Kulturkampfie i nie omawia sytuacji w innych państwach. Można jednak wskazać, że napięcia między laickim państwem a Kościołem katolickim były w XIX wieku zjawiskiem ogólnoeuropejskim: Francja przeżywała własne spory o wpływ Kościoła na szkolnictwo, Austria balansowała między katolicką tradycją a liberalnymi reformami. Pruski Kulturkampf był jednak wyjątkowy pod względem systematyczności i skali zastosowania narzędzi kadrowych przeciw konkretnej grupie wyznaniowej w obrębie aparatu państwowego.

Co stało się z usuniętymi landratami? Czy którykolwiek wrócił na stanowisko?

Źródło wskazuje na dwa główne scenariusze: przeniesienie na przedwczesną emeryturę lub przeniesienie do prowincji protestanckich. Bismarck wycofał się z Kulturkampfu w kolejnej dekadzie, jednak strukturalne zmiany w składzie pruskiej administracji okazały się trwalsze niż sama kampania. Usuniętych urzędników nie przywracano automatycznie na dawne stanowiska. Artykuł profesora Kucharczyka nie odnotowuje żadnego przypadku formalnej rehabilitacji kadrowej po zakończeniu Kulturkampfu.

Fot. Jonas Horsch / Pexels


Subscribe

- Never miss a story with notifications

- Gain full access to our premium content

- Browse free from up to 5 devices at once

Ostatnie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj