Strona głównaHistoriaSkwar, który nikogo nie przestraszył. Dlaczego Polacy w 1921 roku wzruszyli ramionami...

Skwar, który nikogo nie przestraszył. Dlaczego Polacy w 1921 roku wzruszyli ramionami na rekordowe upały

Date:

Related stories

Gruzini, Węgrzy i lotnicy z antypodów w Powstaniu Warszawskim – wystawa IPN przywraca zapomniane twarze

Gruzini i Węgrzy walczący przeciwko siłom, po których stronie formalnie stały ich kraje, lotnicy z antypodów ryzykujący życie nad obcym miastem – wystawa IPN „Cudzoziemcy w Powstaniu Warszawskim" przywraca wymiar, którego w powszechnej narracji o 1944 roku zwykle brakuje.

Wrak bombowca z 1944 roku w lesie pod Świnoujściem. Szczątki trzech Brytyjczyków mogą leżeć 600 metrów od Bałtyku

W lesie około 600 metrów od brzegu Bałtyku, w pobliżu Fortu Gerharda w Świnoujściu, odnaleziono fragmenty bombowca z 1944 roku. Służby Wojewody Zachodniopomorskiego uznały miejsce za prawdopodobny grób wojenny trzech brytyjskich lotników. Teren zostanie przeszukany w specjalnym trybie — odpowiedź przyniosą badania archeologiczne.

Kto w Polsce Kazimierza Wielkiego mógł wznieść zamek? Budowla jako przywilej wąskiej elity

Murowany zamek w XIV-wiecznym Królestwie Polskim był dobrem dostępnym dla mniej niż pół procenta ogółu mieszkańców. Wznosił je przede wszystkim król, który w ten sposób spinał sieć administracyjną zjednoczonego państwa. Drugą grupą fundatorów byli nieliczni biskupi działający za królewskim przyzwoleniem, a budowa zamku przez rycerza pozostawała – jak podkreślał Leszek Kajzer – prawdziwym ewenementem. Co ten budowlany monopol monarchów oznaczał dla obronności i centralizacji Królestwa?

Hannibal wygrał bitwę, przegrał wojnę. Strategiczny błąd, który kosztował go wszystko

Pod Kannami Hannibal dokonał jednego z najdoskonalszych manewrów w historii wojen — mniejszą armią rozbił siły ponad półtora raza liczniejsze. A mimo to przegrał wojnę. Dlaczego geniusz taktyczny okazał się strategicznym ślepcem i czego do dziś uczą się z tego generałowie?

Zbrodnia przy Rakowieckiej. Eksterminacja więźniów mokotowskich w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego

2 sierpnia 1944 r., dzień po wybuchu Powstania Warszawskiego, niemieccy esesmani przystąpili do masowego mordowania więźniów i okolicznych cywilów na dziedzińcu więzienia mokotowskiego przy Rakowieckiej 37. Skalę zbrodni ujawniła dopiero ekshumacja wiosną 1945 r., która wydobyła z dołów około 700 ciał.

W czerwcu 2026 roku w Słubicach padł nowy temperaturowy rekord Polski. Ale prawdziwą zagadką nie jest sama liczba na termometrze, lecz fakt, że gdy sto lat temu temperatura w kilku miejscach kraju dobijała do czterdziestu stopni, przedwojenna prasa ledwo raczyła o tym wspomnieć. Co się zmieniło między tamtym latem a dzisiejszym? Więcej niż klimat.

Najważniejsze:

  • Przez dekady za rekord ciepła na ziemiach polskich uchodził pomiar z Prószkowa koło Opola z lipca 1921 roku, jego wiarygodność jest jednak kwestionowana ze względu na niespełnienie standardów pomiarowych i bliskość instalacji przemysłowej.
  • Nowy rekord padł w Słubicach w czerwcu 2026 roku, w warunkach pomiarowych nieporównywalnie bardziej rygorystycznych niż sto lat temu.
  • Lato 1921 roku było ekstremalnie gorące w całej Polsce, ale przedwojenna prasa traktowała to jako temat najwyżej trzeciorzędny, bez paniki i bez traktowania upałów jako wielkiej klęski żywiołowej.
  • Prawdziwymi katastrofami w oczach przedwojennego społeczeństwa były mrozy i powodzie, nie upały.
  • Różnica między 1921 a 2026 rokiem to nie tylko wyższy wynik na termometrze, lecz głęboka zmiana warunków, w których Polacy to ciepło odczuwają: inne miasta, inna praca, inna architektura, inna częstotliwość zjawiska.

Rekord z Prószkowa: sto lat wątpliwości

Przez wiele dekad najwyższy zanotowany wynik w historii polskich pomiarów meteorologicznych pochodził z małej miejscowości pod Opolem i z lata, które większość współczesnych Polaków zna wyłącznie z podręczników. Wynik ten, uzyskany na stacji, której metodologia budziła poważne zastrzeżenia, przez długi czas służył jako punkt odniesienia dla wszystkich kolejnych fal upałów.

Historyk Kamil Janicki z portalu WielkaHistoria wskazuje na kilka problemów z tym pomiarem. Oficjalne standardy meteorologiczne wymagają umieszczenia aparatury w specjalnej klatce izolacyjnej, zawieszenia jej na ściśle określonej wysokości i wyeliminowania zewnętrznych źródeł zakłóceń. Tymczasem w pobliżu tamtej stacji działała instalacja chemiczna, która mogła wpływać na miejscowe odczyty temperatury. Nie ma żadnej pewności, że ponad sto lat temu wszystkie warunki porównywalności z dzisiejszymi normami były spełnione.

To ważne zastrzeżenie nie tylko dla purystów. Gdy w czerwcu 2026 roku w Słubicach odnotowano wynik wyższy od prószkowego, pobito rekord, który być może nigdy nie powinien być rekordem w ścisłym sensie tego słowa. Nowy pomiar pochodzi z epoki standaryzacji, cyfrowej rejestracji i instytucjonalnego nadzoru, co czyni go nieporównanie bardziej odpornym na tego rodzaju wątpliwości.

Gorące lato 1921: fakty bez cudzysłowu

Niezależnie od zastrzeżeń wobec konkretnych odczytów, lato 1921 roku było w Polsce ekstremalnie upalne jako całość. Poza Prószkowem wysoka temperatura pojawiła się tego samego lata w Zbiersku w Wielkopolsce, gdzie zanotowano równe czterdzieści stopni, a w Poznaniu słupek rtęci zatrzymał się tuż przed trzydziestoma dziewięcioma. To nie był lokalny fenomen jednej stacji, to było gorące lato na dużym obszarze kraju.

Skutki były realne i poważne. Wzrosła liczba pożarów. W kopalniach, gdzie warunki termiczne są szczególnie niebezpieczne, doszło do wybuchów w składach materiałów wybuchowych, lokalna prasa wymieniała kilka takich przypadków. Susza uderzyła w część upraw: pisano, że wysycha gryka, mizernieją owsy i giną okopowizny. Ostrzeżenia zdrowotne dotyczyły dolegliwości nerwowych, migren, bezsenności i problemów trawiennych.

A jednak, i tu zaczyna się najciekawsza część historii, to wszystko nie było dla ówczesnego społeczeństwa klęską żywiołową. Było letnim epizodem.

Dlaczego przedwojenna Polska wzruszała ramionami

Kto przejrzałby wydania popularnej przedwojennej gazety codziennej z samego środka tamtej fali upałów, mógłby nie znaleźć na ten temat dosłownie nic. Jeśli informacje się pojawiały, trafiały do wiadomości o niższym priorytecie. Równocześnie z doniesieniami o suszących się zbożach ta sama prasa drukowała komentarze, że w żyźniejszych okolicach plony były znakomite. Ton dominujący był spokojny, miejscami wręcz lekceważący – upały nie były traktowane jako poważna klęska żywiołowa.

Skąd taka obojętność wobec temperatur, które dziś wywołałyby alarmy w całym kraju? Odpowiedź leży nie w klimacie, lecz w trybie życia.

Kiedy znaczna część społeczeństwa pracuje fizycznie na zewnątrz przez wiele godzin dziennie, na roli, przy budowie, w rzemiośle, wysoka temperatura latem jest częścią oczekiwanego, przewidywalnego roku. Organizm i kultura adaptują się do tego rytmu. Upał jest uciążliwy, ale nie jest szokiem systemowym. Nie niszczy środowiska pracy, bo to środowisko pracy jest z założenia otwarte i narażone na pogodę. Nie zakłóca funkcjonowania instytucji, bo instytucje były do tego przystosowane, albo po prostu zwalniały tempo w południe bez szczególnego dramatu.

Prawdziwymi katastrofami były w tej kulturze mrozy i powodzie. Mróz zabijał bydło, zatrzymywał transport, zamrażał rzeki i paraliżował administrację. Powódź niszczyła w ciągu doby to, co budowano latami. Upał był przykry. Mróz i woda były śmiertelne w sposób, który każdy rozumiał i każdy pamiętał.

Co zmieniło się między tamtym latem a naszym

Pobicie rekordu w 2026 roku to wydarzenie mierzalne. Ale sam wynik na termometrze jest pod pewnymi względami najmniej istotną częścią tej historii. Janicki stawia pytanie, które wykracza poza jednorazowy pomiar: jak zmieniła się codzienna rzeczywistość termiczna Polaków jako całość, nie w jednym miejscu w jeden dzień, lecz w skali sezonu i całego kraju?

Wymiar porównania Lato 1921 Lato 2026
Wiarygodność pomiaru rekordowego Kwestionowana (warunki, bliskość instalacji przemysłowej) Standaryzowana, instytucjonalnie nadzorowana
Reakcja głównych mediów Temat trzeciorzędny, brak paniki Temat czołówkowy, alerty publiczne
Dominujące środowisko pracy Praca zewnętrzna, fizyczna, sezonowo zmienna Przestrzenie zamknięte, często słabo wentylowane
Zabudowa miast Znacznie mniejszy udział betonu i asfaltu Rozległe powierzchnie szczelne, efekt miejskiej wyspy ciepła
Postrzegane największe zagrożenie klimatyczne Mrozy i powodzie Upały i susza

Zmieniły się polskie miasta: więcej betonu, asfaltu i uszczelnionych powierzchni oznacza, że ta sama temperatura powietrza jest odczuwana przez mieszkańców jako wyższa niż wskazują stacje pomiarowe zlokalizowane poza zabudową. Zmieniła się organizacja pracy: miliony Polaków spędza dziś czas w zamkniętych przestrzeniach, które przy wysokich temperaturach zewnętrznych zamieniają się w pułapki ciepła, jeśli nie mają klimatyzacji. Zmieniła się wreszcie częstotliwość samego zjawiska: to, co w 1921 roku było ewenementem dekady, dziś wraca regularnie i dotyka jednocześnie całej populacji, a nie tylko jej rolniczej części.

Historyczny rekord to punkt na osi czasu. Warunki, w których on pada, i warunki, w których żyją ludzie, gdy pada, to już zupełnie inna, o wiele bardziej złożona opowieść.

Najczęściej zadawane pytania

Dlaczego poprzedni rekord temperatury w Polsce był kwestionowany?

Pomiar sprzed ponad stu lat z okolic Opola budzi wątpliwości metodologiczne: nie wiadomo, czy sprzęt był zawieszony na wymaganej wysokości, zamknięty w odpowiedniej klatce izolacyjnej i odizolowany od zewnętrznych źródeł zakłóceń. W bezpośrednim sąsiedztwie tamtej stacji znajdowała się instalacja chemiczna, która mogła lokalnie zawyżać odczyty. Standardy sprzed wieku są po prostu nieporównywalne z dzisiejszymi normami pomiarowymi.

Jakie były gospodarcze skutki upałów w 1921 roku w porównaniu z dzisiejszymi falami gorąca?

W 1921 roku skutki dotykały przede wszystkim rolnictwa i górnictwa, część upraw ucierpiała z powodu suszy, w kilku kopalniach doszło do wybuchów spowodowanych ekstremalnymi warunkami termicznymi. Jednocześnie w żyźniejszych rejonach plony były dobre, więc nie było mowy o jednolitej klęsce. Dziś fale gorąca uderzają w znacznie szerszy przekrój gospodarki: transport, energetykę, budownictwo, usługi, logistykę chłodniczą i zdrowie publiczne jako koszty systemowe, nie epizodyczne.

Czy Polska zawsze należała do krajów bardziej zagrożonych mrozem niż upałem?

Przez większą część swojej historii tak, przynajmniej w sensie postrzegania społecznego i realnych skutków dla państwa i gospodarki. Fale ekstremalnych mrozów paraliżowały komunikację, niszczyły plony ozime i zatrzymywały funkcjonowanie administracji w sposób, którego upały nie potrafiły wywołać. Ten wzorzec postrzegania zagrożeń klimatycznych zaczął się zmieniać dopiero wtedy, gdy zmieniła się struktura społeczeństwa i jego środowisko życia.

Gdzie w Polsce historycznie notowano najwyższe temperatury i czy to te same regiony co dziś?

Na podstawie danych ze źródła: w lecie 1921 roku ekstremalne wartości notowano na Opolszczyźnie, w Wielkopolsce i okolicach Poznania. Nowy rekord padł na zachodzie kraju, w Słubicach. Zachodnia i centralna Polska historycznie należy do obszarów, gdzie letnie ekstrema są wyższe niż na wschodzie czy wybrzeżu, ten geograficzny wzorzec wydaje się trwały, choć sama skala temperatur zmienia się w czasie.

Czy sama liczba stopni w rekordzie to właściwa miara do oceny skali upałów?

Według argumentacji przytoczonej przez Kamila Janickiego, nie. Jeden pomiar z jednego miejsca w jeden dzień nie opisuje zjawiska jako całości. Ważniejsza jest liczba dni z wysokimi temperaturami w skali całego sezonu, zasięg geograficzny fali gorąca, warunki, w jakich ludzie tę temperaturę odczuwają, oraz to, jak często takie zdarzenia w ogóle się pojawiają. Rekord jest mierzalnym symbolem, nie wyczerpującą diagnozą.

Fot. Wolkenkratzer / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)


Subscribe

- Never miss a story with notifications

- Gain full access to our premium content

- Browse free from up to 5 devices at once

Ostatnie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj