W czerwcu 2026 roku w Słubicach padł nowy temperaturowy rekord Polski. Ale prawdziwą zagadką nie jest sama liczba na termometrze, lecz fakt, że gdy sto lat temu temperatura w kilku miejscach kraju dobijała do czterdziestu stopni, przedwojenna prasa ledwo raczyła o tym wspomnieć. Co się zmieniło między tamtym latem a dzisiejszym? Więcej niż klimat.
Najważniejsze:
- Przez dekady za rekord ciepła na ziemiach polskich uchodził pomiar z Prószkowa koło Opola z lipca 1921 roku, jego wiarygodność jest jednak kwestionowana ze względu na niespełnienie standardów pomiarowych i bliskość instalacji przemysłowej.
- Nowy rekord padł w Słubicach w czerwcu 2026 roku, w warunkach pomiarowych nieporównywalnie bardziej rygorystycznych niż sto lat temu.
- Lato 1921 roku było ekstremalnie gorące w całej Polsce, ale przedwojenna prasa traktowała to jako temat najwyżej trzeciorzędny, bez paniki i bez traktowania upałów jako wielkiej klęski żywiołowej.
- Prawdziwymi katastrofami w oczach przedwojennego społeczeństwa były mrozy i powodzie, nie upały.
- Różnica między 1921 a 2026 rokiem to nie tylko wyższy wynik na termometrze, lecz głęboka zmiana warunków, w których Polacy to ciepło odczuwają: inne miasta, inna praca, inna architektura, inna częstotliwość zjawiska.
Rekord z Prószkowa: sto lat wątpliwości
Przez wiele dekad najwyższy zanotowany wynik w historii polskich pomiarów meteorologicznych pochodził z małej miejscowości pod Opolem i z lata, które większość współczesnych Polaków zna wyłącznie z podręczników. Wynik ten, uzyskany na stacji, której metodologia budziła poważne zastrzeżenia, przez długi czas służył jako punkt odniesienia dla wszystkich kolejnych fal upałów.
Historyk Kamil Janicki z portalu WielkaHistoria wskazuje na kilka problemów z tym pomiarem. Oficjalne standardy meteorologiczne wymagają umieszczenia aparatury w specjalnej klatce izolacyjnej, zawieszenia jej na ściśle określonej wysokości i wyeliminowania zewnętrznych źródeł zakłóceń. Tymczasem w pobliżu tamtej stacji działała instalacja chemiczna, która mogła wpływać na miejscowe odczyty temperatury. Nie ma żadnej pewności, że ponad sto lat temu wszystkie warunki porównywalności z dzisiejszymi normami były spełnione.
To ważne zastrzeżenie nie tylko dla purystów. Gdy w czerwcu 2026 roku w Słubicach odnotowano wynik wyższy od prószkowego, pobito rekord, który być może nigdy nie powinien być rekordem w ścisłym sensie tego słowa. Nowy pomiar pochodzi z epoki standaryzacji, cyfrowej rejestracji i instytucjonalnego nadzoru, co czyni go nieporównanie bardziej odpornym na tego rodzaju wątpliwości.
Gorące lato 1921: fakty bez cudzysłowu
Niezależnie od zastrzeżeń wobec konkretnych odczytów, lato 1921 roku było w Polsce ekstremalnie upalne jako całość. Poza Prószkowem wysoka temperatura pojawiła się tego samego lata w Zbiersku w Wielkopolsce, gdzie zanotowano równe czterdzieści stopni, a w Poznaniu słupek rtęci zatrzymał się tuż przed trzydziestoma dziewięcioma. To nie był lokalny fenomen jednej stacji, to było gorące lato na dużym obszarze kraju.
Skutki były realne i poważne. Wzrosła liczba pożarów. W kopalniach, gdzie warunki termiczne są szczególnie niebezpieczne, doszło do wybuchów w składach materiałów wybuchowych, lokalna prasa wymieniała kilka takich przypadków. Susza uderzyła w część upraw: pisano, że wysycha gryka, mizernieją owsy i giną okopowizny. Ostrzeżenia zdrowotne dotyczyły dolegliwości nerwowych, migren, bezsenności i problemów trawiennych.
A jednak, i tu zaczyna się najciekawsza część historii, to wszystko nie było dla ówczesnego społeczeństwa klęską żywiołową. Było letnim epizodem.
Dlaczego przedwojenna Polska wzruszała ramionami
Kto przejrzałby wydania popularnej przedwojennej gazety codziennej z samego środka tamtej fali upałów, mógłby nie znaleźć na ten temat dosłownie nic. Jeśli informacje się pojawiały, trafiały do wiadomości o niższym priorytecie. Równocześnie z doniesieniami o suszących się zbożach ta sama prasa drukowała komentarze, że w żyźniejszych okolicach plony były znakomite. Ton dominujący był spokojny, miejscami wręcz lekceważący – upały nie były traktowane jako poważna klęska żywiołowa.
Skąd taka obojętność wobec temperatur, które dziś wywołałyby alarmy w całym kraju? Odpowiedź leży nie w klimacie, lecz w trybie życia.
Kiedy znaczna część społeczeństwa pracuje fizycznie na zewnątrz przez wiele godzin dziennie, na roli, przy budowie, w rzemiośle, wysoka temperatura latem jest częścią oczekiwanego, przewidywalnego roku. Organizm i kultura adaptują się do tego rytmu. Upał jest uciążliwy, ale nie jest szokiem systemowym. Nie niszczy środowiska pracy, bo to środowisko pracy jest z założenia otwarte i narażone na pogodę. Nie zakłóca funkcjonowania instytucji, bo instytucje były do tego przystosowane, albo po prostu zwalniały tempo w południe bez szczególnego dramatu.
Prawdziwymi katastrofami były w tej kulturze mrozy i powodzie. Mróz zabijał bydło, zatrzymywał transport, zamrażał rzeki i paraliżował administrację. Powódź niszczyła w ciągu doby to, co budowano latami. Upał był przykry. Mróz i woda były śmiertelne w sposób, który każdy rozumiał i każdy pamiętał.
Co zmieniło się między tamtym latem a naszym
Pobicie rekordu w 2026 roku to wydarzenie mierzalne. Ale sam wynik na termometrze jest pod pewnymi względami najmniej istotną częścią tej historii. Janicki stawia pytanie, które wykracza poza jednorazowy pomiar: jak zmieniła się codzienna rzeczywistość termiczna Polaków jako całość, nie w jednym miejscu w jeden dzień, lecz w skali sezonu i całego kraju?
| Wymiar porównania | Lato 1921 | Lato 2026 |
|---|---|---|
| Wiarygodność pomiaru rekordowego | Kwestionowana (warunki, bliskość instalacji przemysłowej) | Standaryzowana, instytucjonalnie nadzorowana |
| Reakcja głównych mediów | Temat trzeciorzędny, brak paniki | Temat czołówkowy, alerty publiczne |
| Dominujące środowisko pracy | Praca zewnętrzna, fizyczna, sezonowo zmienna | Przestrzenie zamknięte, często słabo wentylowane |
| Zabudowa miast | Znacznie mniejszy udział betonu i asfaltu | Rozległe powierzchnie szczelne, efekt miejskiej wyspy ciepła |
| Postrzegane największe zagrożenie klimatyczne | Mrozy i powodzie | Upały i susza |
Zmieniły się polskie miasta: więcej betonu, asfaltu i uszczelnionych powierzchni oznacza, że ta sama temperatura powietrza jest odczuwana przez mieszkańców jako wyższa niż wskazują stacje pomiarowe zlokalizowane poza zabudową. Zmieniła się organizacja pracy: miliony Polaków spędza dziś czas w zamkniętych przestrzeniach, które przy wysokich temperaturach zewnętrznych zamieniają się w pułapki ciepła, jeśli nie mają klimatyzacji. Zmieniła się wreszcie częstotliwość samego zjawiska: to, co w 1921 roku było ewenementem dekady, dziś wraca regularnie i dotyka jednocześnie całej populacji, a nie tylko jej rolniczej części.
Historyczny rekord to punkt na osi czasu. Warunki, w których on pada, i warunki, w których żyją ludzie, gdy pada, to już zupełnie inna, o wiele bardziej złożona opowieść.
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego poprzedni rekord temperatury w Polsce był kwestionowany?
Pomiar sprzed ponad stu lat z okolic Opola budzi wątpliwości metodologiczne: nie wiadomo, czy sprzęt był zawieszony na wymaganej wysokości, zamknięty w odpowiedniej klatce izolacyjnej i odizolowany od zewnętrznych źródeł zakłóceń. W bezpośrednim sąsiedztwie tamtej stacji znajdowała się instalacja chemiczna, która mogła lokalnie zawyżać odczyty. Standardy sprzed wieku są po prostu nieporównywalne z dzisiejszymi normami pomiarowymi.
Jakie były gospodarcze skutki upałów w 1921 roku w porównaniu z dzisiejszymi falami gorąca?
W 1921 roku skutki dotykały przede wszystkim rolnictwa i górnictwa, część upraw ucierpiała z powodu suszy, w kilku kopalniach doszło do wybuchów spowodowanych ekstremalnymi warunkami termicznymi. Jednocześnie w żyźniejszych rejonach plony były dobre, więc nie było mowy o jednolitej klęsce. Dziś fale gorąca uderzają w znacznie szerszy przekrój gospodarki: transport, energetykę, budownictwo, usługi, logistykę chłodniczą i zdrowie publiczne jako koszty systemowe, nie epizodyczne.
Czy Polska zawsze należała do krajów bardziej zagrożonych mrozem niż upałem?
Przez większą część swojej historii tak, przynajmniej w sensie postrzegania społecznego i realnych skutków dla państwa i gospodarki. Fale ekstremalnych mrozów paraliżowały komunikację, niszczyły plony ozime i zatrzymywały funkcjonowanie administracji w sposób, którego upały nie potrafiły wywołać. Ten wzorzec postrzegania zagrożeń klimatycznych zaczął się zmieniać dopiero wtedy, gdy zmieniła się struktura społeczeństwa i jego środowisko życia.
Gdzie w Polsce historycznie notowano najwyższe temperatury i czy to te same regiony co dziś?
Na podstawie danych ze źródła: w lecie 1921 roku ekstremalne wartości notowano na Opolszczyźnie, w Wielkopolsce i okolicach Poznania. Nowy rekord padł na zachodzie kraju, w Słubicach. Zachodnia i centralna Polska historycznie należy do obszarów, gdzie letnie ekstrema są wyższe niż na wschodzie czy wybrzeżu, ten geograficzny wzorzec wydaje się trwały, choć sama skala temperatur zmienia się w czasie.
Czy sama liczba stopni w rekordzie to właściwa miara do oceny skali upałów?
Według argumentacji przytoczonej przez Kamila Janickiego, nie. Jeden pomiar z jednego miejsca w jeden dzień nie opisuje zjawiska jako całości. Ważniejsza jest liczba dni z wysokimi temperaturami w skali całego sezonu, zasięg geograficzny fali gorąca, warunki, w jakich ludzie tę temperaturę odczuwają, oraz to, jak często takie zdarzenia w ogóle się pojawiają. Rekord jest mierzalnym symbolem, nie wyczerpującą diagnozą.
Fot. Wolkenkratzer / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)
