Latem 1943 roku, gdy OUN-UPA dokonywała już masowych mordów na polskiej ludności Wołynia, przedstawiciele Polskiego Państwa Podziemnego podjęli próbę negocjacji z ukraińskimi nacjonalistami. Rozmowy na początku lipca 1943 roku zakończyły się tragicznie. Dziś, dzięki relacjom polskich konspiratorów z powiatu kowelskiego, można odtworzyć mechanizm tych wydarzeń i postawić pytanie, które źródło pozostawia bez pełnej odpowiedzi: czy dialog ten miał jakiekolwiek szanse powodzenia, i dlaczego jego klęska wciąż pozostaje ważną lekcją?
Najważniejsze:
- Od 1941 do połowy 1944 roku strona polska wielokrotnie inicjowała rozmowy z Ukraińcami, żadna z tych prób nie przyniosła realnego efektu, bo cele obu stron były strukturalnie sprzeczne
- Polska proponowała granice sprzed wojny lub zagwarantowanie Ukraińcom pełni praw obywatelskich w przyszłym państwie; OUN pod wodzą frakcji banderowskiej żądała granicy na Bugu i Sanie, a jej program przewidywał fizyczną eliminację Polaków
- Kluczowe role w próbach dialogu odegrali okręgowy delegat rządu na Wołyń Kazimierz Banach oraz Zygmunt Rumel, poeta i działacz Wołyńskiego Związku Młodzieży Wiejskiej
- Rozmowy z propolsko nastawionymi Ukraińcami okazały się fasadą, ci ludzie byli marginesem, a realną władzę nad społecznością ukraińską sprawowała OUN dysponująca zbrojnym ramieniem i programem nieprzewidującym żadnego kompromisu
- Paradoks Banacha: źródło wprost określa go jako kogoś świadomego beznadziejności sytuacji, a mimo to kontynuującego wysiłki, co odsłania dramatyczny dylemat każdego ruchu oporu zmuszanego do działania bez nadziei na sukces
Konflikt narastający od pierwszych dni wojny
Napięcia polsko-ukraińskie na Kresach Wschodnich nie wybuchły nagle latem 1943 roku. Spór narastał stopniowo od początku II wojny światowej, przybierając formę zbrodniczych napadów na ludność polską o różnym natężeniu i w różnych częściach regionu. Pierwsze fale ataków odnotowano już we wrześniu 1939 roku, a kolejna nastąpiła w pierwszych tygodniach po zmianie okupanta z sowieckiego na niemiecki w połowie 1941 roku.
Od 1942 roku ataki nacjonalistów ukraińskich na Polaków systematycznie się nasilały. Przełomem był luty 1943 roku, gdy bojówki OUN i UPA rozpoczęły masowe zbrodnie w powiatach sarneńskim i kostopolskim. Do końca pierwszej połowy tego roku mordy rozprzestrzeniły się na kolejne powiaty Wołynia.
| Okres | Objęte powiaty |
|---|---|
| Luty 1943 | sarneński, kostopolski |
| Do końca I półrocza 1943 | krzemieniecki, dubieński, łucki, rówieński, zdołbunowski |
Warto tu zauważyć lukę, którą samo źródło pozostawia otwartą: skala mordów nie jest precyzowana liczbowo. Relacje i dokumenty konspiracyjne, na których opiera się analiza, opisują mechanizm i geografię zbrodni, nie zaś ich statystykę. Ta luka nie pomniejsza wagi wydarzeń, wręcz przeciwnie, sygnalizuje, że pełny obraz wymaga sięgnięcia po szerszy dorobek badań nad Zbrodnią Wołyńską, w tym raporty Ewy i Władysława Siemaszków oraz dokumentację IPN.
Program eksterminacji zamiast kompromisu granicznego
Istotą sporu była przynależność państwowa Wołynia, Małopolski Wschodniej, Chełmszczyzny, Podlasia i Polesia, ziem zamieszkanych wspólnie przez Polaków i Ukraińców, przyznanych Polsce po pierwszej wojnie światowej. OUN zamierzała rozstrzygnąć ten spór przez fizyczne wyeliminowanie Polaków z obszarów, na których miało powstać niepodległe państwo ukraińskie.
Metodą realizacji tego celu stała się strategia sformułowana w 1938 roku przez Mychajłę Kołodzinskiego, zakładająca okrutne unicestwienie Polaków, Żydów i Rosjan na drodze zbrojnego powstania. Grunt pod te działania OUN przygotowywała latami, prowadząc wśród ludności ukraińskiej agitację budującą nienawiść do sąsiadów.
Tu tkwi klucz do zrozumienia klęski wszelkich negocjacji: Polacy dysponowali propozycjami politycznymi, granicami, autonomią, gwarancjami praw, adresowanymi do hipotetycznego partnera skłonnego rozmawiać o przyszłości. OUN natomiast nie prowadziła sporu o warunki współistnienia, lecz realizowała program eliminacji. Były to dwa różne języki, które nie mogły się spotkać: jeden zakładał kompromis jako cel, drugi wykluczał sam fakt istnienia drugiej strony po zakończeniu działań.
Państwo podziemne szuka drogi porozumienia
Polscy politycy i wojskowi rozumieli, że nierozwiązany problem ukraiński może paraliżować wysiłki na rzecz odbudowy niepodległego państwa. Między 1941 a końcem drugiego kwartału 1944 roku podejmowano wiele prób dialogu. Strona polska proponowała albo zachowanie granic sprzed wybuchu wojny, albo zagwarantowanie Ukraińcom pełni praw w przyszłym państwie polskim, z rozmowami o granicach odłożonymi do czasu zakończenia konfliktu zbrojnego.
OUN, w której dominowała frakcja Stepana Bandery, nieustępliwie domagała się granicy biegnącej wzdłuż Bugu i Sanu, a w swoim programie zakładała eksterminację Polaków i budowę państwa wyłącznie dla Ukraińców. W tak sformułowanych warunkach szans na porozumienie praktycznie nie było, co potwierdziły rzezie Polaków dokonywane przez OUN-UPA już w pierwszej połowie 1943 roku.
Kazimierz Banach: człowiek świadomy klęski, który mimo to działał
Mimo beznadziejnej sytuacji wołyński okręgowy delegat rządu Kazimierz Banach próbował łagodzić antypolskie nastroje wśród Ukraińców na Wołyniu.
Czytaj także: Iwan Mazepa: szlachcic Rzeczypospolitej, hetman Ukrainy, symbol trzech różnych historii
Źródło określa go wprost jako kogoś świadomego beznadziejnej sytuacji, a mimo to kontynuującego wysiłki. Dlaczego ktoś przekonany o beznadziejności działania mimo wszystko je podejmuje? Z narracji Siemaszko wyłaniają się trzy możliwe odpowiedzi. Po pierwsze, polskie podziemie nie dysponowało na Wołyniu siłą zbrojną zdolną do ochrony ludności, dialog, choćby pozorny, był jedynym dostępnym narzędziem. Po drugie, utrzymywanie kanałów komunikacji dawało przynajmniej szansę na ostrzeżenia i informacje wywiadowcze. Po trzecie, Banach jako działacz ruchu ludowego był zakorzeniony w etosie zakładającym, że z człowiekiem, nawet przeciwnikiem, trzeba rozmawiać, że milczenie wobec zagrożenia jest rezygnacją z działania. Ta motywacja jest logicznie spójna z całą jego biografią, nawet jeśli źródło jej nie wypowiada wprost. Co ważne: trwanie przy dialogu nie musiało oznaczać złudzenia skuteczności. Mogło być świadomym wyborem jedynego dostępnego działania, i właśnie ta interpretacja strategii Banacha czyni go postacią tragiczną, nie naiwną.
Zygmunt Rumel: nostalgia za przedwojennym braterstwem jako pułapka poznawcza
Jednym z najważniejszych współpracowników Banacha był Zygmunt Rumel, poeta i działacz Wołyńskiego Związku Młodzieży Wiejskiej. Idea, która przyświecała jego działalności w WZMW, opierała się na dążeniu do zjednoczenia mieszkańców Wołynia ponad podziałami narodowościowymi, ze szczególnym naciskiem na relacje polsko-ukraińskie.
W ciągu kilku miesięcy Rumel odwiedził kilka przedwojennych powiatów, nawiązał sieć punktów kontaktowych i zorganizował trasy dla łączników między Wołyniem a Warszawą. Rozmawiał z Ukraińcami, dawnymi działaczami WZMW, zbierając zarazem informacje o rosnącej agresywności nacjonalistów i antypolskiej propagandzie prowadzonej przez OUN. Dla człowieka zaangażowanego w pracę oświatową i odnoszącego się do Ukraińców z empatią obserwacje te były, jak zaznacza Ewa Siemaszko, bolesnym doświadczeniem.
Warto zatrzymać się przy tym bolesnym doświadczeniu dłużej, niż czyni to sama narracja. Przedwojenny WZMW budował więzi między Polakami a Ukraińcami na gruncie wspólnoty chłopskiej, pracy oświatowej i lokalnych interesów. Te więzi były realne, ale istniały w innym świecie: przed wojną, przed sowiecką i niemiecką okupacją, przed latami propagandy OUN, która systematycznie zastępowała obraz polskiego sąsiada obrazem polskiego wroga i kolonizatora. Rumel wracał na Wołyń z mapą przedwojennych znajomości i przedwojennych wartości. Tymczasem ci sami ludzie, z którymi niegdyś współpracował, funkcjonowali w 1942 roku w środowisku, w którym OUN przez lata budowała nową tożsamość polityczną opartą na nienawiści. Przedwojenne więzi nie znikły całkowicie, ale przestały wystarczać. I właśnie to odkrycie okazało się dla Rumla tak gorzkie. Nostalgia za braterstwem nie jest analizą, bywa pułapką poznawczą, która każe szukać mostów tam, gdzie mosty zostały świadomie rozebrane.
W styczniu 1943 roku Banach mianował Rumla komendantem Okręgu VIII Batalionów Chłopskich obejmującego Wołyń. Mimo tej nominacji ani za życia Rumla, ani później nie powstał na Wołyniu żaden oddział partyzancki Batalionów Chłopskich, co potwierdzają wspomnienia samego Banacha, w których brak jakichkolwiek wzmianek o takich formacjach. Strona polska prowadziła dialog bez zaplecza zbrojnego: była to asymetria nie do przezwyciężenia przez żadną propozycję, choćby najdalej idącą.
Rozmowy z propolskimi działaczami ukraińskimi: sojusz, którego nie było
Banach i Rumel, czerpiąc z przedwojennych doświadczeń współpracy polsko-ukraińskiej w ramach WZMW, próbowali dotrzeć do ukraińskich środowisk działających poza strukturami nacjonalistycznymi. Liczyli, że uda się wykreować przeciwwagę dla sił skrajnych i zmniejszyć zagrożenie dla polskiej ludności.
Na przełomie 1942 i 1943 roku wołyńska Delegatura prowadziła rozmowy z ukraińskimi działaczami o nastawieniu propolskim, wywodzącymi się z przedwojennych samorządów, WZMW, kółek rolniczych i spółdzielczości. Większość z nich zareagowała na propozycję współpracy przychylnie. Były to jednak wyłącznie deklaracje, i tu źródło jest bezlitośnie jasne: propolscy Ukraińcy stanowili margines społeczności, nad którą realną władzę sprawowała OUN, posługująca się propagandą nienawiści i terrorem. Deklaracje bez siły sprawczej to nie sojusz, to iluzja sojuszu, która mogła uśpić czujność polskiej strony co do rzeczywistego zasięgu zagrożenia.
Lipiec 1943: próba negocjacji, która zakończyła się tragicznie
Źródło wyraźnie wskazuje, że próba negocjacji między przedstawicielami Polskiego Państwa Podziemnego a OUN-UPA na początku lipca 1943 roku zakończyła się tragicznie. Okoliczności tego konkretnego spotkania, jego przebieg, uczestnicy, miejsce i bezpośrednie skutki, możliwe są do odtworzenia właśnie dzięki relacjom Polaków będących członkami konspiracji w powiecie kowelskim. To te świadectwa stanowią podstawę całej analizy Siemaszko. Samo źródło zapowiada wyjaśnienie „sprawy tego okrutnego mordu” jako jeden z głównych celów tekstu, co sygnalizuje, że lipiec 1943 roku nie był kolejną rundą bezkrwawych negocjacji, był zdarzeniem, które kosztowało życie uczestników po stronie polskiej.
Systematyczne rozszerzanie się masowych mordów od lutego 1943 roku pokazało dobitnie, że rozmowy prowadzone przez Banacha i Rumla, choć zakorzenione w autentycznym doświadczeniu przedwojennej współpracy, trafiały na organizację dysponującą siłą zbrojną i programem nieprzewidującym kompromisu. Odezwa okręgowego delegata do społeczeństwa wołyńskiego z 30 kwietnia 1943 roku była kolejną próbą powstrzymania eskalacji, prowadzoną w warunkach, gdy mordy trwały już od tygodni w kilku powiatach jednocześnie.
Lekcja, która wykracza poza rok 1943
Historia tych „rozmów”, słowo celowo ujęte przez Ewę Siemaszko w cudzysłów już w tytule, niesie kilka wniosków wykraczających poza historię Wołynia. Po pierwsze: dialog między moderatami a strukturą, która świadomie wykluczyła ze swojego programu możliwość kompromisu, nie jest dialogiem, jest jednostronnym gestem, który druga strona może ignorować lub instrumentalnie wykorzystywać. Po drugie: wieloletnia indoktrynacja potrafi zniszczyć więzi społeczne głębiej i trwalej, niż skłonni są wierzyć ci, którzy te więzi budowali. Po trzecie: asymetria między stroną negocjującą bez zaplecza zbrojnego a stroną działającą siłą zbrojną bez intencji negocjowania nie jest asymetrią do przezwyciężenia przez większą otwartość czy lepsze propozycje. To ostrzeżenie, które historia Wołynia kieruje do każdego, kto w warunkach radykalnej przemocy poszukuje wyjścia wyłącznie przez rozmowę.
Najczęściej zadawane pytania
Czy Banach wiedział, że rozmowy się nie powiodą, zanim je zaczął?
Źródło wprost stwierdza, że był świadomy beznadziejnej sytuacji, a mimo to podejmował wysiłki łagodzenia antypolskich nastrojów. Oznacza to, że przynajmniej od pewnego momentu Banach działał bez przekonania o skuteczności dialogu. Dlaczego mimo to kontynuował? Z narracji Siemaszko wyłania się obraz człowieka, który nie miał innego narzędzia ochrony ludności, polska strona nie dysponowała siłą zbrojną na Wołyniu, a zarazem był zakorzeniony w etosie działacza ludowego, dla którego rezygnacja z rozmowy była moralnie niemożliwa. Trwanie przy dialogu mogło być świadomym wyborem jedynego dostępnego działania, nie zaś dowodem złudzeń.
Co się stało z Rumlem po 1943 roku?
Źródło informuje, że próba negocjacji z początku lipca 1943 roku zakończyła się tragicznie i że relacje polskich konspiratorów z powiatu kowelskiego pozwalają wyjaśnić okoliczności „okrutnego mordu”. Wskazuje to, że Rumel, mianowany w styczniu 1943 roku komendantem Okręgu VIII Batalionów Chłopskich, zginął w związku z tymi wydarzeniami. Dokładne okoliczności jego śmierci wymagają jednak sięgnięcia bezpośrednio do pełnego tekstu analizy Ewy Siemaszko, której fragment stanowi podstawę niniejszego opracowania.
Kiedy i gdzie OUN-UPA rozpoczęła masowe zbrodnie na Wołyniu?
Od lutego 1943 roku, gdy bojówki OUN i UPA zapoczątkowały masakry w powiatach sarneńskim i kostopolskim. Do końca pierwszego półrocza tego roku mordy objęły kolejne powiaty: krzemieniecki, dubieński, łucki, rówieński i zdołbunowski. Źródło nie podaje precyzyjnych danych liczbowych dotyczących ofiar, pełna statystyka zbrodni wymaga sięgnięcia po szerszy dorobek badań nad Zbrodnią Wołyńską.
Dlaczego rozmowy z propolskimi Ukraińcami nie przyniosły żadnego efektu?
Ukraińcy skłonni do współpracy z polską konspiracją stanowili margines swojej społeczności. Realną władzę, poprzez propagandę i terror, sprawowała OUN, której program nie przewidywał żadnej formy współistnienia z Polakami. Deklaracje przychylnych jednostek nie miały siły sprawczej wobec zbrojnej organizacji działającej na podstawie gotowego planu eksterminacji. To fundamentalna różnica między posiadaniem sprzymierzeńców a posiadaniem sojuszników zdolnych do działania.
Źródło: Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
